Witam, otrzymałem od Straży Miejskiej zdjecie z fotoradaru tyłem oraz wezwanie do złożenia oświadczenia w ciagu 7 dni, dotyczącego kierującego pojazdem 200zł mandatu i 4pkt karnych więc wysłałem brata do siedziby bo on kierował pojazdem i poprosił ich o obniżenie mandatu to wystawili mu mandat 70zł bez punktów z wykroczeniem art. 96 § 3 Niewskazanie sprawcy wykroczenia, to Czesław Wachnik. 30 stycznia 2012, 10:20. Mandaty z fotoradarów - kiedy nie trzeba ich płacić. Poradnik. Fotoradarów będzie przybywać, dlatego warto wiedzieć, kiedy można nie przyjąć mandatu i kto może nas ukarać. Mandaty z fotoradarów - kiedy nie trzeba ich płacić. Poradnik. Najczęściej stosowanym przez kierowców sposobem uniknięcia płacenia kary za wykroczenie zarejestrowane przez fotoradar jest nieodpowiadanie na korespondencję Inspekcji Transportu Drogowego lub straży miejskiej. Służby mają 180 dni na wystawienie mandatu lub rok od zrobienia zdjęcia na skierowanie sprawy do sądu. Jak działa odcinkowy pomiar prędkości? Odcinkowy pomiar prędkości (OPP) to rozwiązanie umożliwiające sprawdzenie, z jaką średnią prędkością poruszał się pojazd na danym odcinku drogi. OPP działa zatem odmiennie od fotoradaru - nie kontroluje prędkości w jednym punkcie. Odpowiedź prawnika: Sytuacje, w których zdjęcie z fotoradaru nie może być podstawą do wystawienia mandatu karnego. Należy wskazać, że nie każde zdjęcie z fotoradaru oznacza mandat. Nie wszystkie bowiem mają wartość dowodową- np. nie mają jej te niewyraźne lub źle skadrowane- np. widać jedynie część tablicy rejestracyjnej. Oświadczenie nr 3: wypełnia właściciel/posiadacz pojazdu, który nie wskazuje lub odmawia wskazania komu powierzył pojazd do kierowania lub używania w oznaczonym czasie. Wzory znajdują się na stronie CANARD . Wejdzie ono w życie 27 marca br. Jak rozpoznać nielegalny fotoradar? Stacjonarne urządzenia rejestrujące (a więc tzw. fotoradary stałe) mogą być ustanowione: w obszarze zabudowanym w odległości nie mniejszej niż 500 m od innego stałego fotoradaru na tej drodze, poza obszarem zabudowanym – w odległości nie mniejszej niż 2000 m Witam, piszę do Państwa w sprawie mandatu z fotaradaru. Chodzi o to, iż fotoradar zrobił mi zdjęcie następnie wysłano mi formularz o wskazaniu sprawcy, wpisałem siebie i wszystko byłoby w porządku gdyby owy mandat przyszedł "na czas". Chodzi o to że wyjechałem z kraju i nie jestem w stanie odebrać tego mandatu. To ja kierowałem samochodem zarejestrowanym na ojca, przekroczyłem prędkość i ustrzelił mnie fotoradar w kwietniu. RE: Mandat z fotoradaru na zmarłą osobę. Skoro chcesz się przyznać, to ty możesz wysłać pismo do SM z uwagi że matka w podeszłym wieku, nadmienić że nie ma prawa jazdy i że to ty kierowałeś wtedy pojazdem. Przepisowy miesiąc. Prawo do używania fotoradarów ma policja oraz straże gminne. Obie formacje mają 30 dni na wystawienie mandatu. Ale uwaga: czas liczy się od daty ujawnienia wykroczenia - według przepisów jest to moment odczytu urządzenia, czyli inaczej mówiąc zrzucania zdjęć z fotoradaru na dysk komputera. bCfFm. 22 Zdjęcia z fotoradarów nie mogą zgodnie z prawem być podstawą do karania za wykroczenie Fotoradary to już stały element drogowego krajobrazu Polski. Praktycznie każdy kierowca spodziewa się, zwłaszcza w okresie wakacyjnym, mimowolnego uczestnictwa w konkursie "zbieraj punkty, wygrywaj nagrody". Każdy kto choć w niewielkim stopniu zna temat, szybko skojarzy charakterystyczne wezwania, uzupełnione zdjęciami zawierającymi niezbite przecież dowody na popełnione wykroczenie. Mało tego, takie zdjęcie - wraz ze szczegółowym raportem - często uświadamia właścicielowi pojazdu, że on sam lub ktoś prowadząc jego samochód popełnił wykroczenie. Najczęściej bowiem nie pamięta się trasy, którą się pokonało. I jak taki raport kwestionować, skoro wszystko się zgadza - przekroczoną prędkość i sprawcę widać na zdjęciu, dodatkowo mamy wydruk z urządzenia - nic tylko przyznawać się i płacić. W taki oto sposób tłumaczą nam działanie fotoradarów rozmaite służby, zainteresowane nie bezpieczeństwem, tylko pieniędzmi. Straż miejska właśnie żegna się z kasą, wpływającą do gminnych budżetów (wnosząc z towarzyszącej temu histerii i poziomu stosowanej argumentacji - kasą niemałą), ale urządzenia te pozostają w posiadaniu polskiej "Guardia di Finanza", czyli Inspekcji Transportu Drogowego, będącej w rzeczywistości organem podatkowym, dbającym nie o lokalny, lecz centralny budżet. Jak jest natomiast w rzeczywistości - czy zdjęcia i raporty z fotoradarów to dowody wystarczające na gruncie polskiego prawa do skazywania za przekroczenie prędkości? Jak już wcześniej sygnalizowaliśmy - sposób identyfikacji pojazdów, stosowany przez fotoradarowe służby - nie jest zgodny z obowiązującymi przepisami: Stanowisko to było kilkukrotnie podzielane przez Sąd Najwyższy, który wydał kilka wyroków jednoznacznie wskazujących, że tablice rejestracyjne nie są znakiem identyfikacyjnym pojazdu. Wszędzie tam, gdzie prawo mówi o identyfikacji pojazdu - tam odnosi się do numerów nadwozia lub VIN. Nigdzie za to nie ma mowy o tablicach rejestracyjnych. Dobitny przykład to wyrok Wyrok Sądu Najwyższego - Izba Karna z dnia 6 maja 2003 r. sygn. akt III KK 118/03. Oddajmy głos SN: Sąd Najwyższy wielokrotnie już stwierdzał w swych judykatach (zob. wyrok z 17 maja 2000 r., V KKN 143/00 - , wyrok z 18 maja 2000 r., V KKN 80/00 - niepubl., wyrok z 30 sierpnia 2000 r., V KKN 263/00 - ), że posłużenie się dla oznaczenia używanego pojazdu autentycznymi tablicami rejestracyjnymi wydanymi dla oznaczenia innego pojazdu, nie stanowi ani przestępstwa określonego w art. 270 § 1 KK, ani też przewidzianego w art. 306 KK, gdyż sprawca zamienia tablice rejestracyjne, lecz ich nie podrabia, nie przerabia, nie używa tak podrobionych lub przerobionych tablic. Tablice rejestracyjne nie są także, w rozumieniu art. 306 KK, znakami identyfikacyjnymi pojazdu na równi z numerami nadwozia, czy silnika. Analizowane zachowanie może stanowić co najwyżej wykroczenie określone w art. 94 § 2 KW bądź w art. 97 KW w związku z art. 71 ust. 2 Prawa o ruchu drogowym. Oznacza to także, że nawet podrabianie i fałszowanie tablic nie jest przestępstwem, ponieważ w przepisach Kodeksu karnego mowa jest o znakach identyfikacyjnych, którymi tablice nie są. Mowa tu może być co najwyżej o wykroczeniu, polegającym na naruszaniu przepisów dotyczących ruchu drogowego (art. 97 Kodeksu wykroczeń). Co natomiast w przypadku kiedy zdjęcie jest dość wyraźne i mniej więcej widać, kto na nim jest? Otóż zgodnie z prawem - nic. Sąd mógłby w takiej sytuacji powołać biegłego antropologa, a ten w w 90% przypadków stwierdzi jedną z dwóch rzeczy: że osoby nie da się rozpoznać albo że się da, ale tylko z pewnym prawdopodobieństwem (niech to będzie nawet 95%). Sęk w tym, że prawo karne (w tym wykroczeniowe), interpretowane literalnie - nie pozwala nikogo skazać na podstawie prawdopodobieństwa, a więc de facto domniemania. Taka identyfikacja nie posiada bowiem najważniejszej cechy dowodu, którą jest pewność. Tym właśnie dowód różni się od uprawdopodobnienia - nie mówi on o pewnym prawdopodobieństwie wystąpienia danego zdarzenia, tylko stwierdza że miało ono miejsce na pewno. Zgodnie z procedurą nie jest możliwe skazanie kogokolwiek na podstawie jedynie uprawdopodobnienia, a wszelkie wątpliwości - choćby było ich 5% - muszą być rozstrzygane na korzyść obwinionego. Zwłaszcza, że opinia biegłego antropologa ograniczona jest tylko do osób poddanych próbie wytypowanych przez sąd lub wnioskowanych przez oskarżyciela publicznego, więc nie wyklucza, że może istnieć osoba będąca z rodziny lub otoczenia podejrzanego, która jeszcze bardziej jest podobna do wizerunku ujawnionego na zdjęciu – a każdy przecież przyzna, że członkowie rodziny mogą być bardzo podobni do siebie, a często to oni są w kręgu możliwych użytkowników pojazdu. Sęk w tym, że ograniczony czas (takie postępowanie się szybko przedawnia), koszty, błahość sprawy i nonszalancja prawna straży miejskiej czynią niemożliwym wiarygodne udowodnienie winy na podstawie fotografii przy stosowaniu umiejętnej obrony. Słowem: gdyby organy mandatowe stosowały się do uregulowań prawa - musiałyby odrzucać nie 50, ale ok. 97-98% zdjęć robionych przez fotoradary, zostawiając tylko te o najwyższej jakości, pozwalające na nie budzącą wątpliwości identyfikację przy założeniu, że nie popełniłyby innych błędów w pomiarach (o czym dalej). No dobrze. Załóżmy teoretycznie, że nie ma już wątpliwości co do sprawcy: za kierownicą siedział pan Kowalski. Pozostaje jednak zadać pewne podstawowe pytanie, na które wszelkie służby i niektóre sądy odpowiedzi już sobie same dawno udzieliły - czy raport z fotoradaru jest wiarygodnym dowodem na popełnienie wykroczenia? Odpowiedź jest jasna – NIE! I nie ma co do tego wątpliwości każdy kto zetknął się z techniką wykorzystywaną do produkcji i działania fotoradarów - np. czytając nasz artykule: Nie ma urządzeń nieomylnych, a nawet jeżeli są, to fotoradary z pewnością się do nich nie zaliczają. I sądy to wiedzą. Oczywiście nie polskie - tylko brytyjskie. Otóż po serii wyroków, każdy brytyjski fotoradar musi robić dwa zdjęcia - w ustalonym odstępie czasu. Na pojedynczym zdjęciu prędkości nie widać, ale na dwóch - już tak. Można określić ją na podstawie dystansu, pokonanego przez pojazd - w odniesieniu do znaczników na drodze. Polskim sądom i służbom możliwe błędy (a te zdarzają się często) - nie przeszkadzają, dominuje za to podejście, że skoro urządzenie dało taki wydruk - to tak musiało być. I na koniec ciekawostka - instrukcja fotoradaru Fotorapid CM mówi, że jego pomiary muszą być stale monitorowane przez operatora w celu wyeliminowania zjawiska podwójnego odbicia fal (występuje kiedy z przeciwka nadjeżdża inny pojazd - którego na zdjęciu widać nie będzie), a zdjęcia wykonane bez nadzoru nie mają wartości dowodowej. Jak widać sam producent stwierdza, że jego urządzenia nie są bezobsługowymi automatami. Dlatego każdemu przenośnemu Fotorapidowi zawsze towarzyszą strażnicy miejscy lub inspektorzy którzy nadzorują (lub nie, bo nikt tego nie kontroluje) pracę urządzenia przenośnego. Stąd proste pytanie: gdzie siedzi operator stacjonarnego radaru zainstalowanego w pudle na maszcie? Jak widać zdjęcie z fotoradaru powinno być uznawane przez sądy za niedopuszczalny materiał dowodowy z wielu względów, a wszystkie one są precyzyjnie określone w polskim prawie. Cóż to bowiem za dowód jeśli nie identyfikuje pojazdu w sposób przepisowy, nie identyfikuje sprawcy w sposób wystarczający, a pomiary prędkości których dokonuje nie są wiarygodne. doda jeszcze, że paradoksalnie zdjęcie na którym jest postać bardzo podobna do obwiniony może być podstawą do jego uniewinnienia przez sąd, wystarczy, że oskarżenie nie jest o wykroczenie drogowe (czyli z art. 92a kw – przekroczenie prędkości lub 92 par. 1 kw – wjazd na czerwonym świetle) ale o niewskazanie komu powierzył pojazd czyli z art. 96 par. 3 kw. Wyobraź sobie Czytelniku, że obwiniony wskazując na fotografię broni się tak: „Wysoki Sądzie, a kogo miałem wskazać jeśli nikomu nie powierzałem, bo jak widać na zdjęciu prawdopodobnie to ja kierowałem (choć pewności mieć nie mogę), a zgodnie z prawem nie muszę się samooskarżać? Czy aby uniknąć kary miałem kłamać, narażając się przy tym na odpowiedzialność za przestępstwo fałszywego oskarżenia o wykroczenie? Czy oskarżyciel publiczny stawiając mi zarzut i składając wniosek o ukaranie wykluczył na podstawie fotografii, że na pewno nie ja kierowałem? Skąd przekonanie, że powierzyłem pojazd komuś innemu i że zataiłem ta informację przed uprawnionym organem?” - po takiej logicznej argumentacji, bez szafowania paragrafami ale opartej na fotografii z fotoradaru obwiniony z art. 96 par. 3 kw powinien zostać przez sąd uniewinniony, bo jest to wystarczające uwolnienia z zarzutów ale za mało i brak czasu, by wytoczyć nowe postepowanie sądowe za inne wykroczenie. To jest jedno z kluczowych podstaw do obrony przed fotoradarami zawarte w naszej metodzie i naszych dokumentach, ważne jednak, by bronić się umiejętnie i niczego po drodze nie spieprzyć: Ps. Oczywiście fotoradary są bezprawne nie tylko z powodu zdjęć. W ogóle nie są przewidziane przez polskie prawo Kierowcy różnie reagują na zdjęcia z fotoradarów. Jedną ze strategii jest milczenie lub podawanie błędnych informacji w celu uniknięcia punktów karnych. Coraz częściej okazuje się, że to ryzykowna siecią polskich fotoradarów ITD poinformowało o przypadku mężczyzny, który w listopadzie ubiegłego roku za kierownicą Volkswagena przekroczył dopuszczalną prędkość o blisko 60 km/h. Do zdarzenia doszło w Czaplinku w woj. mazowieckim – to niebezpieczne miejsce na drodze krajowej nr 50. W pobliżu skrzyżowania przy którym stoi fotoradar znajduje się szkoła i przejście dla pojazdu była kobieta, która po otrzymaniu druków oświadczeń wyraziła zgodę na przyjęcie mandatu karnego za rzekome popełnienie wykroczenia. Mandat w tej sytuacji wynosił 500 zł i było do niego przypisane 10 punktów poleca: 212 km/h na ograniczeniu do 70 km/h. Fotoradarowy rekord wakacjiNałożenie mandatu było jednak niemożliwe – na zdjęciu z fotoradaru było wyraźnie widać, że za kierownicą pojazdu siedzi mężczyzna. 60-latka została więc wezwana do złożenia wyjaśnień w sprawie – w tym wskazania komu powierzyła tego dnia swój samochód. Właścicielka Passata odmówiła jednak współpracy. Wobec milczenia kobiety inspektor CANARD złożył do mokotowskiego sądu wniosek o ukaranie jej za odmowę wskazania użytkownika samochodu. Sąd w ukarał kobietę grzywną w wysokości 3 000 zł oraz zobowiązał do zapłacenia w sumie 370 zł kosztów sądowych. Dobitnie potwierdza to, że próby uniknięcia punktów karnych za zdjęcie z fotoradaru są ryzykowne – zwłaszcza w sytuacji, gdy fotografia jest wyraźna (a zwykle taka właśnie jest). Błysk fleszu fotoradaru niestety nie jest zwiastunem niczego przyjemnego. Jednak przekroczenie prędkości „złapane” przez fotoradar, nie musi oznaczać bezwzględnego mandatu. Uratować mogą nas problemy z odczytem zdjęć, zła ich jakość, a także nieterminowe dostarczenie wezwania mandatowego. Zobacz, ile czasu trzeba czekać, by spać spokojnie, że nie grozi nam już mandat z fotoradaru. W przypadku mandatu wystawionego przez patrol policyjny, sprawa wygląda dość prosto. Po zatrzymaniu samochodu do kontroli, jeśli zostało popełnione wykroczenie, policjant wypisuje mandat. Kierowca ma dwa wyjścia. Albo przyjmie go (złoży podpis na blankiecie mandatu), albo odmówi jego przyjęcia. W tym drugim przypadku sprawa trafia automatycznie do sądu grodzkiego, który zdecyduje o winie kierującego. Teoretycznie można się wybronić, ale trzeba też mieć na uwadze, że zasądzona kara może być wyższa niż kwota mandatu. Jeżeli przyjęliśmy mandat, powinniśmy go zapłacić. W przeciwnym razie na nasze konto może zawitać komornik. Mandat z fotoradaru – jakie terminy? Całkowicie inaczej wygląda kwestia, gdy wykroczenie zostało stwierdzone przy pomocy urządzenia kontrolno-pomiarowego, np. fotoradaru. Nim zawiadomienie trafi do kierowcy, mija trochę czasu. Często dość sporo. W tym czasie w Centrum Automatycznego Nadzoru Nad Ruchem Drogowym (CANARD) zdjęcie musi zostać odczytane oraz obrobione. Jeżeli nie da się odczytać danych samochodu, wówczas zdjęcie trafia do kosza. Jeżeli jednak zdjęcie jest czytelne, wówczas następuje ustalenie właściciela samochodu. To również może trochę potrwać, gdyż nierzadko zdarza się, że mamy np. do czynienia z autem leasingowym. Jak widać, cała procedura ustalenia kierowcy, który przekroczył dozwoloną prędkość, może trochę czasu zająć. Jeszcze kilka lat temu, policja oraz straż gminna (która miała również fotoradary) miały zaledwie 30 dni na wystawienie mandatu. Szybko okazywało się, że jest to termin zbyt krótki i sprawy lawinowo trafiały do sądów grodzkich. Dlatego też termin ten został wydłużony do 180 dni. Pamiętajmy, że 180-dniowy okres zaczyna się nie od popełnienia wykroczenia, ale od jego ujawnienia. Oznacza to najczęściej moment, w którym zdjęcie jest ściągnięte z fotoradaru. I choć pół roku wydaje się szmatem czasu, w którym nie ma szans, by nie zdążono wystawić mandatu, to jednak może się tak zdarzyć. Czy to jednak oznacza, że po pół roku jesteśmy bezpieczni? Nic z tych rzeczy. ITD, który nadzoruje system CANARD, w takim przypadku może bowiem skierować sprawę do sądu. A jak było już napisane wyżej, może się to skończyć wyższą grzywną niż wynosi kwota mandatu. Unikanie stawienia się w sądzie tylko wydłuży całą procedurę, a może również zakończyć się dodatkową grzywną za brak przekonującego usprawiedliwienia swojej absencji. Mandat z fotoradaru – przedawnienie wykroczenia Czy to oznacza, że popełnione wykroczenie uwiecznione przez fotoradar nigdy się nie przedawnia? Według przepisów przedawnienie nastąpi po upływie roku od ich popełnienia. Niestety, okres przedawnienia przedłuża się do dwóch lat, jeśli w ciągu dwunastu miesięcy wszczęto postępowanie. A czy jest szansa, by nie zapłacić mandatu, kiedy jest on już wystawiony? Na ściągnięcie takiego prawomocnego mandatu są aż trzy lata. W tym czasie może do nas zawitać komornik, bądź do naszego konta dobrać się urząd skarbowy.