Jeśli dziecko będzie przejęte można spróbować je czymś zająć. Rozmową, zabawą, nawet bajką lub grą. W niektórych samolotach można oglądać ujęcia z kamer zamontowanych na zewnątrz samolotu, które w trakcie startu i lądowania są szczególnie ciekawe i mogą pochłonąć waszego podróżnika. Lot Trzy dni przed wyjazdem do Azji na pół roku poczułam drapanie w gardle. Mimo, że zjadłam tyle czosnku, że nadal zastanawiam się, jakim cudem znajomi przede mną nie uciekali, trzy dni nie starczyły na pełną rekonwalescencję. CHORE ZATOKI A LOT SAMOLOTEM | LOT SAMOLOTEM A KATAR Wiadomo, że lot samolotem z zawalonymi zatokami do przyjemnych […] 1,199.00 zł. Lot zapoznawczy samolotem 25 min dla 2-3 osób. Zobacz Warszawę z zupełnie innej perspektywy. Poczuj niezapomniane emocje i podziwiaj Stare Miasto, Stadion Narodowy, Pałac Kultury i wiele innych zakątków stolicy, z lotu ptaka. Ten lot może być początkiem Twojej przygody w roli pilota! Wybrana opcja: dla 2 osób. Wiele osób przed podróżą samolotem martwi się np. o to, że ich bagaż zaginie. Rozważ zatem zakup ubezpieczenia turystycznego, które pomoże Ci w przypadku zniszczenia, kradzieży i opóźnienia dostarczenia bagażu. Ubezpieczenie przyda Ci się też w wielu innych sytuacjach związanych z Twoim wyjazdem. Ponadto taka podróż samolotem w trakcie infekcji zatok jest niebezpieczna dla samego chorego. Na dużych wysokościach, a więc między innymi na pokładzie samolotu dochodzi do zmiany ciśnienia. W skrajnych przypadkach może dojść to tzw. barotraumy, czyli urazu ciśnieniowego. Nagła zmiana ciśnienia powoduje wówczas, że ucho robiłam dwie rezerwacje (osobno wylot i powrót na maltę) jedną w czerwcu a drugą w lipcu a i na obydwu mam napisane , ze odprawa on-line jest w w terminie 15 dni do 4 godzin przed wylotem. po Twoim wpisie zadzwoniłam do ryanair i tam mi powiedziano o tych dwóch termionach. poniżej wklejam część rezerwacji : "NUMER POTWIERDZENIA REZERWACJI: .. Wybieramy się razem z biurem Itaka na grecką wyspę Lesbos, do przyjaznego rodzinom 4* hotelu Belvedere. Wylot mamy z Warszawy, więc z uwagi na wczesnoporanny lot, planujemy pojechać do stolicy już dzień wcześniej. Miało być tak pięknie, bo lot o 4 rano, czyli jeszcze pora snu Aleksa – miał spać w samolocie aż do lądowania ok. 7 Zbliżają się wakacje, a wraz z nimi zagraniczne wojaże. Jeśli decydujemy się na egzotyczny kierunek, musimy liczyć się z koniecznością odbycia długiego lotu samolotem. Czasem to nawet Wyobraź sobie odlot z Polski w nieznane, dalekie miejsce na drugim końcu świata. Historia najdłuższego lotu samolotem z Polski sięga kilku dekad wstecz. W 1989 roku odbył się wyjątkowy lot, który do dziś pozostaje w pamięci wielu pasjonatów podróży powietrznych. Kapitan Jan Kowalski wraz ze swoją załogą wyruszył z polskiego Jeśli planujesz pierwszy lot z dzieckiem, weź pod uwagę kilka czynników, które pomogą zapewnić mu dobre samopoczucie podczas lotu. Jeśli Twoja pociecha będzie czuła się bezpiecznie, podróż powinna minąć Ci w przyjemnej i spokojnej atmosferze. Oto kilka aspektów, które pomogą Ci dobrze przygotować się do lotu: Odpowiednie UyvDDWo. Leopold Flanek urodził się w Bieżanowie pod Krakowem 13 grudnia 1902 r. Spełniając patriotyczny obowiązek zgłosił się do odbycia służby wojskowej. Tak trafił do lotnictwa. Znalazł się w 2. Pułku Lotniczym. Po niezbędnym przeszkoleniu zameldował się w nim do jednej z jego eskadr myśliwskich. Latając w niej dał się poznać jako bardzo dobry lotnik, akrobata samolotowy. Wchodził w skład reprezentacji pułku na liczne zawody lotnicze. Te odbywały się nie tylko w Polsce. Razem z dwoma innymi kolegami zasłynął jako mistrz akrobacji lotniczej. Gdy wybuchła II wojna światowa Leopold Flanek ruszył na front ze swoją eskadrą. Bronił nieba nad Polską. Bardzo dobrze opanowana akrobacja samolotowa i pewne oko powodowało, że był doskonałym pilotem myśliwskim. Wróg powinien czuć przed nim respekt. Swoje umiejętności strzeleckie na polu walki zaprezentował już pierwszego dnia wojny. Tego dnia zaatakował i posłał do ziemi hitlerowski bombowiec He – 111. 3 września 1939 r. zestrzelił kolejną wrogą maszynę. Swoje konto wrześniowych sukcesów zamknął 9 września. Luftwaffe. Był nim tak samo, jak w obu wcześniejszych przypadkach bombowy Heinkel. Po tym jak się dopełnił los Polski zaatakowanej przez dwóch sąsiadów Flanek ruszył za bronią do Francji. Tu u boku sojusznika kontynuował walkę. Nim jednak siadł w kabinie myśliwca przeszedł podobnie jak część kolegów niezbędne przeszkolenie. Mając to za sobą trafił do francuskiej eskadry. W jego przypadku była to ta, która stacjonowała w Cambrai. Więcej szczegółów o niej, jak też przedwojennej historii eskadry, z którą był związany Leopold Flanek można przeczytać w książce innego lotnika, uczestnika tamtych dni. Był nim Stefan Łaszkiewicz i jego „Od Cambrai po Coventry”. 11 maja 1940 r. Flanek zademonstrował prawnukom Bonapartego swoje zdobyte umiejętności. Lecąc nad Belgią zubożył lotnictwo Hitlera o jeden myśliwski Me – 109. 13 maja o skuteczności Polaka przekonała się załoga He – 111. Nasz rodak nie chybił celu. Zginął śmiercią lotnika 16 maja 1940 r. Tego dnia związał się walką z podobnym bombowcem. Niemiec rozbił się, ale nim do się stało uszkodził polskiego myśliwca. Leopold Flanek usiłował wylądować trafionym samolotem. Daremnie. Samolot rozbił się w cieniu Ardenów. Pilot został pochowany w pobliżu upadku swojej maszyny. Z tego miejsca został ekshumowany na czechosłowacki cmentarz wojskowy położony w Neuville Sanint Vaest. Spoczywa na nim do dnia dzisiejszego. Konrad Rydołowski Tadeusz Kózka przyszedł na świat 6 sierpnia 1910 r. Mając świadectwo dojrzałości uzyskane z gimnazjum w Nowym Sączu rozpoczął swoja przygodę z wojskiem. Rozpoczął ją w murach Szkoły Podchorążych Piechoty w Ostrowi Mazowieckiej. To właśnie tu zadecydował, że dalsze swoje życie zwiąże z wojskiem. Mianowany na stopień podporucznika zostaje przydzielony do pułku piechoty stacjonującego w Siedlcach. Tadeusz dowodzi plutonem. W tym czasie lotnictwo wojskowe, które się prężnie rozwija poszukuje chętnych. Szuka między innymi w innych formacjach. Chwila wahania ze strony Tadeusza nie trwa długo. Składa podanie o przydział do lotnictwa. To zostaje przyjęte pozytywnie. Wkrótce rozpoczyna nowy rozdział w swojej wojskowej karierze. Jest przyjęty w poczet słuchaczy Centrum Wyszkolenia Oficerów Lotnictwa w Dęblinie. W 1935 r. kończy kurs aplikacyjny oficerów lotnictwa przewidziany dla obserwatorów samolotowych. Jako obserwator zostaje przeniesiony do 1. Pułku Lotniczego stacjonującego w stolicy. Lata w 12. Eskadrze Liniowej. Razem z nią przechodzi wymianę samolotów z Breguetów na „Karasie”. Gdy pułk otrzymuje „Łosie” lata na ich pokładzie. Należy do personelu jednej z eskadr bombowych wyposażonych w te konstrukcje. Przekazuje swoją wiedzę młodszym od siebie rocznikom podchorążych. Ginie śmiercią lotnika 19 czerwca 1939 r. Tego dnia wykonywał lot szkolny. Porucznik obserwator Tadeusz Kózka został pochowany na wojskowym cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. Konrad RYDOŁOWSKI Adam Haber - Włyński urodził się w 1883 r. na Kielecczyźnie. W młodych latach zainteresował się sportem. Przebywając we Francji rozpoczął swoją przygodę z lotnictwem. Na cztery lata przed wybuchem I wojny światowej odbył kurs pilotażu samolotowego w Pau ( Szkoła Bleriota ). Jeszcze tego samego uzupełnił swoje lotnicze wykształcenie w innej szkole. Była to Szkoła Farmana. To w jej murach latem 1910 r. uzyskał dyplom pilota. Mając ten w kieszeni brał udział w imprezach lotniczych organizowanych we Francji. Z tej udał się do Rosji. Był podziwiany w Wilnie, Petersburgu, Moskwie, Kijowie. To właśnie w Rosji wziął udział w konkursie lotniczym rozegranym nad Newą w maju 1911 r. Zajął pierwsze miejsce wśród startujących siedmiu pilotów. Pod koniec maja brał udział w mitingu zorganizowanym Moskwie. Zajął trzecie miejsca w dwóch konkursach na wysokość i długotrwałość lotu. Będąc w Moskwie rozpoczął pracę zawodową jako oblatywacz w miejscowej fabryce płatowców. Powstały w niej nie tylko rosyjskiej konstrukcje ale też samoloty na francuskiej w oparciu o francuską licencję. Był nie tylko oblatywaczem. Pracował jako instruktor i szef pilotów w szkole lotniczej aeroklubu Moskiewskiego Towarzystwa Żeglugi Powietrznej. Miało ono siedzibę na lotnisku Chodynka. Zaangażowany zawodowo znajdował czas na udział imprezach lotniczych. 27 sierpnia 1912 r. uczestnicząc w konkursie samolotów wojskowych wylatał drugą nagrodę lecąc zmodyfikowaną wersją Farmana. 21 maja 1913 r. zwyciężył w konkursowym przelocie na trasie Moskwa - Sierpuchow - Moskwa. 13 kwietnia 1913 ustanowił dla Rosjan rekord wysokości lotu. Wyniósł on 3100 m. Ustanowił również rekordy lotów z pasażerami. W 1914 r. to on jako drugi w Rosji wykonywał na pokazach martwą pętlę. Pierwszym był rosyjski wojskowy pilot Niestierow. Nasz rodak był cały czas pilotem cywilnym. Za zasługi dla rosyjskiego z rąk księcia Aleksandra otrzymał srebrną odznaką. 8 maja 1914 r. został ranny w katastrofie pilotując nowy licencyjny samolot. Po powrocie do zdrowia wrócił do… latania. W lipcu 1914 wyjechał znów do Francji. Przez czas jakiś latał w Szkole Rolanda Garrosa. Przed wybuchem I wojny światowej wrócił do latania dla Rosji. Na początku 1919 r. znalazł się w Polsce. Znalazł pracę jako szef pilotów - instruktorów w szkole lotniczej na Ławicy pod Poznaniem. Ta pod koniec roku została przekształcona w Wyższą Szkołę Pilotów. Uczył w niej akrobacji lotniczej i myśliwskiej walki powietrznej. W 1921 r. przeszedł do pracy w wytwórni Plage & Laśkiewicz. Był w niej głównym pilotem oblatywaczem. To tu w Lublinie rozpoczęto produkcję licencyjną samolotów Ansaldo. Zginął śmiercią lotnika 21 lipca 1921 r. Oblatywał myśliwskiego Ansaldo A - 1 Balilla w Lublinie. Pilotowany przez niego płatowiec w czasie wykonywanej akrobacji na zbyt małej wysokości zawadził o ziemię. Pilot zginął. Został pochowany w Warszawie na Cmentarzu Powązkowskim. Konrad RYDOŁOWSKI Leonard Haber urodził się w stolicy Polski Warszawie 24 października 1909 r. Tu w syrenim grodzie uczył się w szkole powszechnej i gimnazjum. Mając lat 20 jako ochotnik rozpoczął swoją przygodę z wojskiem. Otrzymał przydział do 1 Pułku Lotniczego. Ukończył kurs pilotażu w Centrum Wyszkolenia Podoficerów Lotnictwa. Będąc pilotem wrócił do swojego pułku. W 1932 r. przeszedł niezbędne przeszkolenie obowiązujące pilotów myśliwskich w szkole Strzelania i Bombardowania. Tak przeszkolony znów meldował się wśród kolegów z 1 Pułku Lotniczego. Latał jako pilot 112 Eskadry Myśliwskiej. Zginął śmiercią lotnika 23 kwietnia 1934 r. Tego dnia zderzył się w locie z innym samolotem należącym do 114 Eskadry Myśliwskiej. Haber zginął w rozbitym płatowcu. Pochowany został na cmentarzu wojskowym ( Powązkowski ) w stolicy. Konrad RYDOŁOWSKI Mieczysław Wiórkiewicz urodził się 12 marca 1907 r. w dawnym województwie kieleckim. Po ukończeniu Oficerskiej Szkoły Lotnictwa w Grudziądzu otrzymał przydział do 4 Pułku Lotniczego. Na dziewięć lat przed wybuchem II wojny światowej przeszedł niezbędne przeszkolenie pozwalające zasiąść za sterami samolotu jako pilot. Rok później ukończył kurs wyższego pilotażu w 2 Pułku Lotniczym. Promowany na stopień porucznika w 1932 r. dwa lata później otrzymał przydział na znajome sobie lotnisko ( Kraków ) z wcześniej odbytego kursu. Tym samym stał się pilotem 2 Pułku Lotniczego. Tu otrzymał również awans na stopień kapitana. Latał i dowodził jedną z jego eskadr myśliwskich. Będąc pilotem i dowódcą eskadry myśliwskiej razem z nią ruszył na front we wrześniu 1939 r. Latał w lotnictwie Armii „Kraków” i „Lublin”. Nie złożył broni. Po przedostaniu się do Francji znalazł się wśród lotników Grupy Montpellier. Dowodził Eskadrą Ćwiczebną w Lyonie. Z chwilą kapitulacji francuskiego sojusznika z grupą kolegów ewakuował się do Oranu. Była to samorzutna ewakuacja Polaków samolotem. Po lądowaniu Mietek z towarzyszami broni udał się pociągiem do Rabatu. Aby następnie autobusem dojechać do Casablanki. Tu zaokrętował się na statek idący w konwoju do Wielkiej Brytanii. Po dopłynięciu na Wyspę Ostatniej Nadziei po odpowiednim przeszkoleniu został skierowany do formowanego polskiego dywizjonu myśliwskiego. Od września 1940 do kwietnia 1941 r. miał honor i zaszczyt dowodzenia 308 Dywizjonem Myśliwskim Krakowskim. Odszedł z niego do służby w sztabie 11 Grupy Myśliwskiej. Pełnił funkcję oficera łącznikowego oraz oficera operacyjnego. Był też zastępcą Polskiego Oficera Łącznikowego w Fighter Command. Od początku maja do września 1942 r. dowodził 315 Dywizjonem Myśliwskim Dęblińskim. Po odwołaniu z tego polskiego dywizjonu przeszedł na stanowisko zastępcy dowódcy 1 Polskiego Skrzydła Myśliwskiego. Był zastępcą dowódcy 131 Portu Lotniczego. Od czerwca 1944 do maja 1945 r. szefował Wydziałem Wyszkolenia Personelu Latającego. Zmarł w Polsce w jej stolicy 31 stycznia 1987 r. Pochowany został na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. Konrad RYDOŁOWSKI Urodził się 11 października 1896 r. Pierwsze nauki pobierał w Wilnie. Maturę zdawał w Moskwie. Jako podwładny cara Rosji został powołany do jego armii. Podczas I wojny światowej otrzymał skierowanie do lotnictwa. Służąc w nim ukończył szkołę pilotów w Moskwie. Z której to trafił do Francji. Bynajmniej nie był to pobyt turystyczny. Pojechał aby podnieść swoje lotnicze umiejętności. Z racji na skomplikowaną sytuację na froncie musiał przerwać naukę. Był potrzebny Rosji. Został skierowany do lotów bojowych. W listopadzie 1918 r. przeszedł do tworzącej się Armii Polskiej. Razem z nią znalazł się w Polsce. Podjął się pracy w Centralnych Warsztatach Lotniczych. Latał dla nich jako pilot - oblatywacz. Do latania bojowego wrócił w 1920 r. Walczył w obronie wschodniej granicy w wojnie polsko – rosyjskiej. Nie miał okazji długo walczyć. Przełożeni skierowali go do Włoch. Miał z nich sprowadzić samolot myśliwski. Byłaby to maszyna którą na licencji podjąłby się produkować nasz powstający przemysł lotniczy. Niestety, nie doleciał. Defekt silnika spowodował jego szybszy powrót do kraju. Rozpoczął służbę wojskową w Warszawie. Dowodził jedną z eskadr pułku myśliwskiego. Od października 1921 do marca 1922 r. latał jako pilot komunikacyjny na trasie Warszawa – Paryż – Warszawa. Startował w pierwszych krajowych zawodach lotniczych. To on dla Polski również jako jeden z pierwszych pokonał w locie Alpy. W 1926 r. został dowódcą dywizjonu i eskadry w grodzie Kraka. Trzy lata później dowodził dywizjonem w Poznanie. W 1933 r. objął przewodnictwo reprezentacji narodowej na pokazach lotniczych w Rumunii. Na pięć lat przed wybuchem II wojny światowej znalazł się po raz drugi w syrenim grodzie. Był zastępcą dowódcy i dowódcą pułku. Po ogłoszeniu mobilizacji został wyznaczony dowódcą Brygady Pościgowej. Ta broniła nieba nad stolicą Polski. Po wrześniowej przegranej dostał się do Francji. U boku tego sojusznika został mianowany komendantem Centrum Szkolenia Lotniczego polskiej bazy lotniczej. Organizował w niej nasze lotnictwo myśliwskie. Po klęsce Francji ewakuował się na Wyspę Ostatniej Nadziei. Wzorem zaczerpniętym z kontynentu przełożeni mianowali go komendantem Centrum Wyszkolenia Lotniczego. Z tego stanowiska „awansował” do polskiego oficera łącznikowego z brytyjskim dowództwie lotnictwa myśliwskiego. Tylko, że pełnił funkcję dowódcy polskiego lotnictwa myśliwskiego w Wielkiej Brytanii. Zginął w locie bojowym nad Francją 15 maja 1943 r. Poleciał ochotniczo na lot bojowy z pilotami polskiego dywizjonu myśliwskiego. Został pochowany w Normandii Konrad RYDOŁOWSKI Bogusław Mierzwa urodził się 14 marca 1918 r. w Warszawie. Mając świadectwo dojrzałości w kieszeni postanowił uregulować swój obowiązek służby wojskowej. W 1937 roku przekroczył próg Szkoły Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie. W czasie nauki odbywał praktykę w 1 Pułku Lotniczym. Ten stacjonował w jego rodzinnym mieście. Słynną z historii Szkołę ukończył. Był absolwentem XII promocji. We wrześniu 1939 r. ruszył na front. Walczył w jednej z eskadr Brygady Pościgowej broniących nieba nad syrenim grodem. 1 dnia wojny to jest 1 września odniósł swoje 1 zwycięstwo. Tego dnia w czasie powietrznego pojedynku stoczył walkę z niemieckim bombowcem. Był nim He – 111. Po niej zaliczono Bogdanowi 1/3 zwycięstwa. Pięć dni później odniósł podobny sukces. Tylko że teraz do swojego konta dopisał 1/3 myśliwca Luftwaffe (Me – 109). Po przegranej Polski za bronią jak większość kolegów udał się do Francji. Przeszedł do niej przez Rumunię. W sojuszniczej Francji wrócił do latania. Latał w kluczu dowodzonym przez porucznika Aleksandra Gabszewicza. Gdy Francja uległa wojskom III Rzeszy ewakuował się do Wielkiej Brytanii. Tu na Wyspie Ostatniej Nadziei przeszedł przeszkolenie w lotach na angielskich samolotach. 21 sierpnia 1940 r. został skierowany do polskiego dywizjonu myśliwskiego. Trafił do najbardziej znanego z historii powietrznych zmagań nad Wielką Brytanią. Był nim 303 Dywizjon Myśliwski im. Tadeusza Kościuszki. Razem z nim walczył w obronie nieba nad gościnną Anglią. 16 kwietnia 1941 r. odbył swój ostatni lot w życiu. Tego dnia z innymi pilotami swojego dywizjonu i kolegami z brytyjskiego 601 poleciał na osłonę bombowców. Celem bombardowania było lotnisko niemieckich myśliwców położone po drugiej stronie kanału La Manche we Francji. Lot do celu przebiegał bez niespodzianek. Natomiast w czasie powrotu z nad celu Polaków zaatakowały nieprzyjacielskie myśliwce. Przeciwnicy strzelali celnie. Efektem tego było zestrzelenie samolotu Polaka. Podporucznik pilot Bogusław Mierzwa zginął śmiercią lotnika. Konrad RYDOŁOWSKI Stefan Kryński urodził się w Warszawie 29 sierpnia 1905 r. Po ukończeniu Oficerskiej Szkoły Lotnictwa w Grudziądzu otrzymał przydział do Morskiego Dywizjonu Lotniczego. Latał w składzie Morskiej Eskadry Wielosilnikowej. Od października 1928 r. do końca maja 1929 r. był adiutantem dowódcy Morskiego Dywizjonu Lotniczego. Po odejściu z tego stanowiska wrócił do swojej eskadry. Wytrwał z nią do listopada 1930 r. Wtedy to został powołany na stanowisko komendanta Oddziału Portowego. Dowodził nim do listopada 1932 r. Po awansie na stopień porucznika w tym samym roku objął stanowisko komendanta ośrodka przysposobienia wojskowego lotniczego na terenie Gdańska. Odszedł z niego w lutym 1933 r. Trafił na lotnisko do Rumi. Z nad morza został przeniesiony w głąb lądu. Wiązało to się z jego nowymi obowiązkami. Od maja 1935 do września 1936 r. był dowódcą Eskadry Rzecznej Pińsk. Awansowany na stopień kapitana rok po awansie został adiutantem prezydenta państwa. Był nim do chwili przekroczenia granicy Polski z Rumunią. Warto odnotować, że w czasie służby w Polsce Stefan Kryński był autorem odznaki obserwatora i pilota Morskiego Dywizjonu Lotniczego. Po upadku Francji znalazł się w Wielkiej Brytanii. Na Wyspie Ostatniej Nadziei przeszedł niezbędne przeszkolenie lotnicze. Za jego sprawą mógł latać bojowo. Trafił do formowanego polskiego dywizjonu lotniczego. Nie była to jednostka myśliwska a bombowa. Był to 300 Dywizjon Bombowy Ziemi Mazowieckiej. Zginął w czasie powrotu z bombardowania Antwerpii 28 grudnia 1940 r. Tego dnia nad lotniskiem dywizjonu panowały niekorzystne warunki meteorologiczne. Razem z nim zginął jeszcze jeden z członków załogi. Pozostali członkowie załogi przeżyli. Stefan Kryński został pochowany na cmentarzu w Newark. Konrad RYDOŁOWSKI Zygmunt Natkański urodził się na Mazowszu w Skierniewicach 4 września 1907 r. Mając maturę w kieszeni zdecydował się, że swoje dorosłe życie zwiąże z wojskiem. Mając lat wstąpił do Szkoły Podchorążych Piechoty w Ostrowi Mazowieckiej. Po trzech latach nauki został promowany na stopień podporucznika. Po awansie został skierowany do Łodzi do stacjonującego w niej pułku piechoty w Łodzi. Służąc w piechocie awansował gwiazdkę wyżej. Nie zamierzał się jednak wiązać dożywotnio z piechotą. Interesował się lotnictwem. Przeszedł do niego jako obserwator. Pierwszym krokiem w jego lotniczej karierze było rozpoczęcie nauki w Centrum Wyszkolenia Oficerów Lotnictwa w Dęblinie. Po zakończeniu aplikacyjnego kursu obserwatorów został przydzielony do eskadry liniowej 5 Pułku Lotniczego. Pozostając w nim po krótkim czasie zmienił eskadrę. Przeszedł do eskadry towarzyszącej. Od września do listopada pełnił obowiązki kadrowca ( oficera ewidencji personalnej ) 5 Pułku Lotniczego. W kwietniu kwietnia 1937 r. znalazł w jednej z eskadr myśliwskich. Latał z nią do lipca. Miesiąc później został przeniesiony do eskadry towarzyszącej swojego pułku dowodząc II plutonem. Po awansie na stopień kapitana został komendantem Szkoły Podoficerskiej w Lidzie. Pozostawał nim lipca 1939 r. Po przemianowaniu macierzystego pułku na Bazę Lotniczą nr mianowany dowódcą eskadry szkolnej bazy. Z chwilą wybuchu II wojny światowej do 17 września pozostawał w Lidzie. Po ataku Związku Radzieckiego na Polskę dnia następnego ewakuował się z personelem Bazy na Łotwę. Internowany zaliczył kilka obozów internowania. Z ostatniego uciekł do Rygi. Tu otrzymał niezbędne dokumenty, które pozwoliły jemu i jego najbliższym wyjechać z Łotwy. Przez Szwecję i Norwegię dotarł do Wielkiej Brytanii. Na Wyspie Ostatniej Nadziei został przyjęty do odtwarzanego polskiego lotnictwa wojskowego. Otrzymał przydział do Centrum Wyszkolenia Lotnictwa w Eastchurch. Latem 1940 r. został przeniesiony do Blackpool. Na początku sierpnia trafił do szkoły 1 AONS w Prestwick na kurs nawigatorów. Po jego ukończeniu przeszedł kurs zgrywania załóg i doskonalenia bojowego w Bramcote. Następnie ugruntował zdobytą wiedzę w Benson. Po likwidacji polskiego zgrupowania przy 12 OTU wrócił do Bramcote. Ukończył kolejny kurs i skompletował swoją przyszłą załogę. 24 lipca 1942 r. z nią zameldowała się w 304 Dywizjonie Bombowym „Ziemi Śląskiej". Do pierwszego lotu bojowego wystartował nocą z 7 na 8 września 1941 r. Poleciał na bombardowanie portu Boulogne we Francji. Latał również z podobnym zadaniem nad Hawr, Cherbourg, Ostendę, Kolonię, Wilhelmshaven i Brest. 5 kwietnia 1942 r. wystartował do kolejnego swojego lotu. Celem był węzeł kolejowy w Kolonii. Samolot zbombardował wskazany obiekt. W drodze powrotnej został namierzony i zaatakowany przez niemieckiego nocnego myśliwca. Przeciwnik strzelał celnie. Bombowiec z polską załogą spadł na ziemię w okolicy Geetbets w Belgii. Nikt nie przeżył. Zwłoki Zygmunta Natkańskiego początkowo złożono na cmentarzu w St. Truiden. Następnie po wojnie ekshumowano na Cmentarz Wojenny w Heverlee w Belgii. Konrad RYDOŁOWSKI Leonard Haber urodził się w stolicy Polski Warszawie 24 października 1909 r. Tu w syrenim grodzie uczył się w szkole powszechnej i gimnazjum. Mając lat 20 jako ochotnik rozpoczął swoją przygodę z wojskiem. Otrzymał przydział do 1 Pułku Lotniczego. Ukończył kurs pilotażu w Centrum Wyszkolenia Podoficerów Lotnictwa. Będąc pilotem wrócił do swojego pułku. W 1932 r. przeszedł niezbędne przeszkolenie obowiązujące pilotów myśliwskich w szkole Strzelania i Bombardowania. Tak przeszkolony znów meldował się wśród kolegów z 1 Pułku Lotniczego. Latał jako pilot 112 Eskadry Myśliwskiej. Zginął śmiercią lotnika 23 kwietnia 1934 r. Tego dnia zderzył się w locie z innym samolotem należącym do 114 Eskadry Myśliwskiej. Haber zginął w rozbitym płatowcu. Pochowany został na cmentarzu wojskowym ( Powązkowski ) w stolicy. Konrad RYDOŁOWSKI, Władysław Wrzał urodził się w Medyce 10 stycznia 1904 r. Będąc 16 latkiem bronił wschodnich granic Polski. Brał udział w wojnie polsko – rosyjskiej 1920 r. Walczył w oddziale partyzanckim. Z chwilą zawieszenia broni wrócił do przerwanej nauki. Uzupełniał swoje wykształcenie we Lwowie. Miało to miejsce w tamtejszym Korpusie Kadetów. Po uzyskaniu świadectwa maturalnego nie rozstał się z mundurem. Pozostał w wojsku. Związał się na stałe z lotnictwem. Wstąpił do Szkoły Lotnictwa mieszczącej się w Grudziądzu. Tu brał udział w „buncie” podchorążych (opis tego incydentu można odszukać w książce Stefana Łaszkiewicza pt.: „Od Cambrai po Coventry”). Po promocji wcielony do jednej z eskadr 4 Pułku Lotniczego. Ten stacjonował w grodzie Kopernika. W 1929 r. Władek został odkomenderowany do Dęblina. To właśnie w murach Centrum Wyszkolenia Oficerów Lotnictwa rok później odbył szkolenie myśliwskie na kursie wyższego pilotażu. Zginął śmiercią lotnika wykonując lot ćwiczebny 23 kwietnia 1931 r. W czasie wykonywania akrobacji doszło do urwania skrzydeł w jego samolocie. Lotnik został pochowany na cmentarzu w Toruniu. Konrad RYDOŁOWSKI Theodor Osterkamp – urodził się 15 kwietnia 1892 w Düren w Nadrenii. Był synem fabrykanta. Uczęszczał do gimnazjum w Dessau. Po wybuchu I wojny światowej, 14 sierpnia 1914 wstąpił do niemieckiego lotnictwa morskiego - Marinefliegerkorps i służył w Johannisthal, następnie w 2. Dywizjonie Lotnictwa Morskiego (2. Marine-Fliegerabteilung) we Flandrii. W latach 1915-1916 służył jako obserwator lotniczy. Jako pierwszy pilot odbył lot rozpoznawczy samolotem bazującym na lądzie nad Wielką Brytanią. W 1917 ukończył szkołę pilotów myśliwskich w Pucku i następnie służył w 1. Eskadrze Myśliwskiej Marynarki. 15 października 1917 objął dowództwo 2. Eskadry Myśliwskiej Marynarki. Podczas wojny uzyskał 32 zwycięstwa powietrzne, pierwsze 30 kwietnia 1917. Do końca roku odniósł 6 zwycięstw, a dalsze 26 od marca do października 1918. Prawie połowa - 15 zwycięstw była odniesiona nad myśliwcami Sopwith Camel. 2 września 1918 został odznaczony najwyższym niemieckim orderem bojowym: Pour le Mérite. Na liście niemieckich asów zajął 26 miejsce, na równi z Hermannem Frommherzem. Po I wojnie światowej Osterkamp między innymi zajmował się lotnictwem sportowym; uczestniczył w drugich, trzecich i czwartych międzynarodowych zawodach samolotów turystycznych Challenge 1930 (11. miejsce), Challenge 1932 (12. miejsce) i Challenge 1934 (5. miejsce). W 1931 pracował jako kontroler w stacji lotnictwa morskiego Holtenau. Zajmował się następnie organizowaniem nowo powstającego niemieckiego lotnictwa wojskowego Luftwaffe. W latach 1933-1939 był komendantem szkoły pilotów myśliwskich Jagdfliegerschule 1. w Werneuchen koło Berlina. 19 września 1939 w stopniu pułkownika Osterkamp został pierwszym dowódcą 51. Pułku Myśliwskiego (JG 51). Podczas bitwy o Francję w 1940 zaliczono mu 4 zwycięstwa powietrzne, z czego 1 jest potwierdzone (Fokker 12 maja 1940). Wziął następnie udział w bitwie o Anglię, w której odniósł jedno potwierdzone zwycięstwo (Supermarine Spitfire 13 lipca 1940), zgłaszał ponadto jeszcze jedno. 23 lipca 1940 na stanowisku dowódcy JG 51 zastąpił go Werner Mölders. Za kampanię odznaczony został Krzyżem Rycerskim. Osterkamp awansował następnie do stopnia generała majora i został dowódcą lotnictwa myśliwskiego 1. Floty Powietrznej (Jagdfliegerführer 1.), następnie od grudnia 1940 do 1 sierpnia 1941, 2. Floty Powietrznej. W kwietniu 1942 na krótko pełnił obowiązki dowódcy lotnictwa myśliwskiego w Afryce. 1 sierpnia 1942 przeniesiono go do Luftsgaustab Afrika. 5 kwietnia 1943 został dowódcą lotnictwa myśliwskiego na Sycylii (Jagdfliegerführer Sizilien), zastąpiony następnie 15 lipca przez Adolfa Gallanda. Służył na dalszych stanowiskach w sztabie lotnictwa, w 1944 jako inspektor organizacji naziemnej Luftwaffe. Po krytyce ze strony naczelnego dowództwa, został usunięty z tego stanowiska 21 grudnia 1944. Zmarł 2 stycznia 1975 w Baden-Baden. Źródło: Władysław Toruń przyszedł na świat w Nowym Sączu 7 lipca 1899 r. Studiował na Politechnice Lwowskiej. Z niej w 1911 r. trafił do wojska. Przygodę z mundurem rozpoczął od… służby w marynarce wojennej. Praktykę po szkole jednorocznych odbył na okręcie wojennym ( krążowniku ). Z niego trafił na inną jednostkę pływającą. Pływał na niej w czasie wojny bałkańskiej blisko pół roku. W tym samym czasie ukończył studia. Walcząc i studiując od 1909 r. był członkiem konspiracyjnych organizacji. Należał do „Strzelca”. Z chwilą wybuchu I wojny światowej znów trafił do służby na morzu. Nie pływał zbyt długo. Już w grudniu 1914 r. rozpoczął służbę w artylerii fortecznej. Z niej przeszedł do artylerzystów broniących jednej z twierdz austro – węgierskich. W drugim roku działań wojennych ( sierpień 1916 r. ) został skierowany na kurs obserwatorów lotniczych. Gdy ten ukończył przeszedł do lotnictwa marynarki wojennej. Latał na rozpoznanie nad Morzem Adriatyckim W obliczu klęski cesarstwa Austro – Węgierskiego postanowił rozpocząć służbę w powstającym Wojsku Polskim. Wybrał do tego nie za bardzo prostą drogę. Tak przyjmują co pewni znawcy jego życiorysu. Skorzystał z tego, że był często na przepustkach we Lwowie. Z jednej takiej nie wrócił do swojej jednostki. Służąc w szeregach Wojska Polskiego porucznik Władysław Toruń brał udział w walkach z Ukraincami o pozostawienie w granicach Polski Lwowa. To on razem z dwoma innymi lotnikami ( Bastyrem i de Beaurain` em ) i grupą studentów opanował lotnisko Lewandówka. Był tym z naszych rodaków, który wykonał drugi lot bojowy polskim samolotem. Leciał wtedy z porucznikiem Stefanem Bastyrem. Latał bojowo nie tylko z nim. Również obsługiwał na ziemi polskie płatowce. Pod koniec listopada poleciała ze Stecem do Warszawy. Zawiózł meldunek o sytuacji w mieście marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu. Zmarł 9 sierpnia 1924 został wśród bohaterskich obrońców Lwowa na Cmentarzu Orląt. Konrad RYDOŁOWSKI Eugeniusz Szaposznikow Eugeniusz Szaposznikow - urodził się 17 lipca 1917 r. Przeszkolenie lotnicze przeszedł w eskadrze myśliwskiej 1 Pułku Lotniczego. We wrześniu 1939 r. był lotnikiem broniącym nieba nad Warszawą. Jego eskadra wchodziła w skład Brygady Pościgowej. Już pierwszego dnia wojny na swoim koncie odnotował w walce powietrznej uszkodzenie samolotu nieprzyjaciela. Był nim bombowy He-111. Heinkel He-111 Po przegranej Polski ruszył za bronią przez Rumunię do Francji. Gdy tylko się w niej znalazł po przeszkoleniu stanął w jej obronie. Latał w jednym kluczu z Arsenem Cebrzyńskim. Gdy Francuzi skapitulowali, ewakuował się do Wielkiej Brytanii. Na Wyspie Ostatniej Nadziei ponownie odbył przeszkolenie lotnicze. To pozwoliło mu na gorzkie porównanie tego, czym dysponowało lotnictwo polskie i francuskie wobec niemieckiego, a co mógł wystawić do obrony swojej ojczyzny RAF przeciwko Luftwaffe. Mając za sobą odpowiednie przeszkolenie został skierowany do formowanej polskiej jednostki lotniczej. Był to słynny 303 Dywizjon Myśliwski im. Tadeusza Kościuszki (symbol dywizjonu po lewej). Właśnie w nim z rodakami miał okazję wziąć udział w powietrznej Bitwie o Wielką Brytanię. Walcząc nad nią otworzył po raz drugi konto swoich powietrznych zestrzeleń. 31 sierpnia 1940 r. pozbawił hitlerowskie Niemcy Me-109. 7 września tego samego roku dopisał do swoich zwycięstw Do-215 i kolejne Me-109. Pewne oko i celny strzał doprowadził w cztery dni później do pozbawienia przeciwnika dwóch Me-110. Następne sukcesy przyszły 23 września - jeden Me-109 i 27 września kolejny już Me-109 wypadł z obiegu. 7 października 1940 r. miał okazję do pokazania swoich umiejętności. Skorzystał z nich. Lotnicy Luftwaffe znow dzięki niemu stracili kolejne Messerschmitty. W połowie maja 1941 r. Szaposznikow został skierowany do 8 Szkoły Pilotażu. Skierowany nie tylko po to, aby podnieść swoje doświadczenie pilota myśliwskiego, bo tego naszemu rodakowi nie brakowało. Brał lekcje pod własnym niebem i obcym (Francja), doskonalił je pod niebem Wielkiej Brytanii. Latając w Szkole Pilotażu jako instruktor uczył innych. Przekazywał swoją wiedzę młodszym kolegom. Na początku 1942 r. odszedł z Montrose do Church Lawford gdzie mieściła się Szkoła Instruktorów Pilotażu. Z niej trafił po ukończonym kursie do Newton. Cały ten czas tęsknił za lataniem bojowym. Chciał się bić. 126 "Adolfów" zestrzelonych przez Dywizjon 303 w czasie Bitwy o Anglię Przełożeni wyszli mu naprzeciw. Wiedzieli, że belfrowanie to nie jest najlepszy pomysł. Potrzeba było pilotów do dywizjonów bojowych. Dlatego też 14 grudnia 1943 r. skierowano go do 316 Dywizjonu Myśliwskiego. Latał bojowo tym razem z „Warszawiakami” do 21 grudnia 1943 r., kiedy to ponownie został przeniesiony do „Kościuszkowców”. 6 lipca 1944 r. w 303 objął dowodzenie eskadrą. Latał z nim do połowy listopada 1944 r. Dlaczego nie dłużej? Żołnierz drogi nie wybiera. Rozkaz wezwał go do stawienia się w Newton. Powrócił w mury 16 Polskiej Szkoły Pilotażu. Do nowej wyzwolonej Polski nie wrócił. Pozostał na emigracji. Odszedł z lotnictwa pod koniec 1946 r. Zamieszkał w swojej nowej ojczyźnie, której bronił z powietrza. Mieszkał w Wielkiej Brytanii pod zmienionym nazwiskiem Sharman. Zmarł 8 lipca 1991 r. Tekst: Konrad Rydołowski Fot. Józef Ludwik Skibiński (używał tylko pierwszego imienia) urodził się z dala od Polski. Przyszedł na świat w Monachium 2 grudnia 1900 r. Mając lat 20 bronił Polski walcząc w wojnie rosyjsko – polskiej. Z chwilą jej zakończenia nie rozstał się z armią. Pozostał w niej. Skierowany do Szkoły Podchorążych Piechoty został przeniesiony do Oficerskiej Szkoły Lotnictwa w Grudziądzu. Po jej ukończeniu otrzymał przydział do 3 Pułku Lotniczego. Stacjonował z nim na lotnisku Ławica pod Poznaniem. Latał w nim jako pilot eskadry liniowej. Awansowany na stopień porucznika w 1932 r. Był autorem odznaki pułkowej. Przyznawana była oficerom, podoficerom i szeregowym. Dwa lata po awansie został przeniesiony do Warszawy. Tu podobnie jak w Wielkopolsce latał w eskadrze liniowej. Podnosił swoją wiedzę na kursie organizowanym przez Wyższą Szkołę Lotniczą. Na rok przed wybuchem II wojny światowej awansował na stopień kapitan obserwatora. Jeszcze w maju przeniesiony do 5 Pułku Lotniczego. Razem z nim ruszył na front. Latał bojowo w Brygadzie Bombowej. Miał na swoim koncie dwa loty bojowe. Zginął śmiercią lotnika w czasie zmiany lotniska 10 września 1939 r. Samolot z Józefem przy lądowaniu wpadł w korkociąg. Pilot nie zdołał wyprowadzić maszyny do lotu poziomego. Razem z nim zginęło dwóch innych członków załogi. Kapitan obserwator Józef Skibiński został pochowany na cmentarzu w Wojcieszkowie. Konrad RYDOŁOWSKI Hermann Göring w 1932 r. Hermann Wilhelm Göring – ten as lotniczy i zarazem zbrodniarz wojenny urodził się 12 stycznia 1893 r. w Niemczech w Rosenheim, mieście leżącym w Bawarii. W czasie I wojny światowej latał jako pilot. Będąc oficerem w stopniu porucznika dowodził 27 eskadrą myśliwską. Miał na swoim koncie dwadzieścia dwa zestrzelenia samolotów przeciwnika. To predysponowało go do tytułu asa powietrznego. Pod koniec walk na Zachodnim Froncie za swoje zasługi w dniu 8 lipca 1918 r. otrzymał dowodzenie nad dywizjonem lotniczym Manfreda von Richthofena. Nie cieszył się długo awansem. Powodem było zakończenie wojny. W pokonanych Niemczech – mimo, że był asem lotniczym – początkowo nie mógł znaleźć dla siebie miejsca. Był tym oficerem, który niezwykle boleśnie odczuł przegraną swojej ojczyzny. Aby na krótko zapomnieć o tym co się stało, rozpoczął studia w Monachium. W czasie nauki w 1922 r. poznał Adolfa Hitlera. Za jego namową wstąpił do NSDAP. Związany z partią Hitlera rozpoczął w niej szybko swoja karierę. Po roku był już szefem bojówek SA. W czasie zamachu stanu został ciężko ranny. Dzięki temu udało się mu uniknąć procesu i więzienia. Przy pomocy grupy przyjaciół opuścił Niemcy. Udał się do Włoch, a z nich przedostał do Szwecji. Wrócił do kraju po czterech latach. Stanął na czele NSDAP w Reichstagu. To dzięki jego zaangażowaniu Hitler mógł przejąć władzę. Hitler nie zapomniał o swoim podopiecznym. Ułatwił Hermannowi dalszy awans. 5 maja 1933 r. po utworzeniu Ministerstwa Lotnictwa III Rzeszy objął jego kierownictwo. Gdy światu oficjalnie zostało zaprezentowana Luftwaffe to nie kto inny tylko właśnie on, Hermann Göring musiał zostać jej najwyższym dowódcą. Rewolwer i buława Göringa Pamiętnego 1 września 1939 r. to jego samoloty zaatakowały cele na lądzie, w powietrzu i na wodzie w Polsce. Tym samym rozpoczęła się II wojna światowa. Mając decydujący głos w trzeciej sile zbrojnej Niemiec oraz w dowód uznania zasług na polu walki od swojego wodza otrzymał buławę marszałkowską. Ta należała się również za zwycięstwa pod niebem Francji. Hitler swojego pupila cenił szczególnie wysoko. Awans do stopnia marszałka nie był zwyczajny. Marszałek, którym był Göring stał wiele wyżej. Był bowiem marszałkiem Rzeszy. Do tej pory taki stopień w armii, jak również w lotnictwie, nie występował. Był najwyższym rangą dowódcą w strukturach Niemiec rządzonych przez Adolfa Hitlera. Jego władza była niczym nieskrępowana. Co nie przeszkadzało mu, aby w stosunku do swoich podwładnych być wielce kontrowersyjnym. Raz nagradzał a innym razem ganił. Potrafił być serdeczny i bezwzględnie ostry. Do tego pociągało go zamiłowanie do luksusu. Znany był z tego, że w podbitych krajach grabił dzieła sztuki. Nie była obca mu zazdrość o to, że ktoś inny może zająć jego miejsce u boku tak kochanego Adolfa. Może z tego powodu postanowił się wyróżniać z otoczenia. Swoją wyjątkowość podkreślał również przez inny, od przewidzianego regulaminem, mundur. Reichsmarschall zakładał szaroperłowy płaszcz. Ten zdecydowanie wyróżniał z otoczenia generałów i marszałków Rzeszy. Mundur Hermanna Göringa Za sprawą kontrowersyjnego podejścia do otoczenia nie umiał sobie ułożyć stosunków ze swoim zastępcą Erhardem Milchem. Pozostawał głuchy na jego uwagi. Te dotyczyły stanu faktycznego Niemieckich Sił Powietrznych zaangażowanych w walce na polach bitew. Dla Hitlera Reichsmarschall Luftwaffe był jednak najbardziej kompetentnym z kadry dowódczej najwyższego szczebla. Dobra passa szybko się skończyła po Bitwie o Wielką Brytanię. W 1940 r. Göring udał się osobiście do Cap Gris Nez. Tu razem ze swoim sztabem postanowił, że to on rozprawi się raz na zawsze z Royal Air Force. Stało się inaczej. Jego arogancja i brak zrozumienia dla zastępcy było początkiem końca lotnictwa wojskowego Niemiec. Najwyższy dowódca w swoim zadufaniu miał mylny obraz stanu rzeczywistego lotnictwa, którym osobiście miał dowodzić w decydującej bitwie. Popełnił bardzo poważny błąd, który bardzo szybko zemścił się na nim. Na czym ów błąd polegał? Wyłączył on z bombardowań brytyjskie stacje radarowe. Te oczy i uszy wspomagające RAF nie były w pełni docenione przez atakujących, ale przez obrońców należycie wykorzystane. Co więcej, Göring przeniósł ciężar głównego uderzenia na bombardowanie stolicy Wielkiej Brytanii. To spowodowało, że RAF mógł wziąć głębszy oddech. Do tego zabronił prowadzenia walk z brytyjskimi pilotami. Było to powodem odstąpienia od sforsowania Kanału Angielskiego i opanowania Wyspy Ostatniej Nadziei. Bolesna prawda z trudem docierała do wodza Rzeszy. Ale docierała na tyle skutecznie, że ten skutecznie eliminował Göringa ze swojego otoczenia. Odsuwał go do innych, mniej istotnych zadań. Czynił to w sposób na tyle zawoalowany, aby pupil nie czuł się pokrzywdzony. Göring mimo wszystko nie tracił rezonu. Wierzył, że los będzie dla niego łaskawy. Było inaczej. Wojska niemieckie coraz częściej dostawały tęgie lanie. Nie bez znaczenia na dalszą karierę, a tym samym na przebieg służby była lekcja ze Stalingradu. Luftwaffe nie mogła dostarczyć odpowiedniego wsparcia i pomocy oblężonym w nim rodakom. Do tego doszło przejście aliantów do kontrofensywy, której skutkiem stały się przeprowadzone naloty na Niemcy. Hermann Göring (pierwszy rząd, ostatni po lewej) na ławie oskarżonych w Norymberdze Gdy w kwietniu 1945 r. zdobył się na próbę przejęcia władzy i próbę układania się pokojowego z niedawnym przeciwnikiem, przypieczętował swój los. Został pozbawiony wszystkich wcześniejszych funkcji i przysługujących mu tytułów. Po kapitulacji III Rzeszy Hermann Göring znalazł się w niewoli. Miał być sądzony przez Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze. Wyrok był jeden – kara śmierci. Göring popełnił jednak samobójstwo – zażył truciznę w więziennej celi. Miało to miejsce 15 października 1946 r. Tekst: Konrad Rydołowski Fot: Jerzy Zaremba - urodził się 8 lipca 1909 r. na Kresach w Równem. Gdy miał pięć lat razem z rodzicami przeprowadził się do Kijowa. Aby raz jeszcze zamieszkać w Polsce w 1922 r. Państwo Zarembowie zamieszkali drugi raz w Równem. Tu w rodzinnym mieście Jurek zdał egzaminy maturalne. Mając maturę w świadectwo gimnazjalne przeszedł kurs unitarny w Szkole Podchorążych Piechoty. W październiku 1930 r. przeszedł próg Szkoły Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie. 15 sierpnia 1931 r. został promowany na stopień podporucznika obserwatora. Otrzymał także przydział do Poznania do 3 Pułku Lotniczego. W 1932 r. wrócił do poznanego wcześniej Dęblina. Przeszedł przeszkolenie w pilotażu. Rok później podniósł wyżej poprzeczkę swojej lotniczej wiedzy jako pilot. Ukończył w Grudziądzu kurs wyższego pilotażu. Z tak zdobytą wiedzą wrócił do Poznania. Latał w eskadrach myśliwskich swojego pułku. Rok przed wybuchem II winy światowej objął dowodzenie jednej z eskadr myśliwskich. We wrześniu 1939 r. razem z nią wchodził w skład lotnictwa Armii „Poznań". 1 września 1939 r. brał udział w przygotowaniu powietrznej zasadzki na samoloty Luftwaffe. Trzeciego dnia wojny razem z dwoma innymi pilotami miał udział w przechwyceniu kilku bombowych He – 111. Efektem tego pojedynku było uszkodzenie jednej wrogiej maszyny i przyznanie każdemu naszych myśliwców po 1/3 zestrzelonego prawdopodobnie. To nie był koniec spotkań z przeciwnikiem tego dnia. W czasie dalszego lotu doszło do spotkania z inną grupą bombowców. Znów wywiązała się walka. Jej efektem było zestrzelenie przez Jerzego jednego samolotu a drugiego wspólnie z kolegą. Zwycięzca tej walki sam został ranny. Nie mogąc prowadzić dalszej walki wrócił na lotnisko. Po prowizorycznym opatrzeniu został skierowany do najbliższego szpitala. Ten znajdował się w Poznaniu. Nie przebywał w nim długo. Dalsze leczenie miało odbywać się w Warszawie. Leczył się w niej do pierwszych dni stycznia 1940 r. Nie skończył leczenia, uciekł ze szpitala. Przeszedł nielegalnie „zieloną granicę” ze Słowacją. Przekraczając tę odmroził ręce. Niezagojona rana przypomniała o swoim istnieniu. Z tego powodu został po stronie słowackiej stronie Tatr. Nie cieszył się wolnością. Znaleziony przez słowackich żandarmów trafił do aresztu i… szpitala. Miał przebywać na leczeniu do wyzdrowienia. Zdrowy miał trafić do aresztu. Wiedział bardzo dobrze co to oznacza dla niego. Dlatego zdecydował się drugi raz na ucieczkę. Przez Węgry, Jugosławię i Włochy ruszył do Francji. Po jej kapitulacji ewakuował się do Wielkiej Brytanii. Na Wyspie Ostatniej współtworzył 306 Dywizjon Myśliwski „Toruński". 27 października 1940 r. objął w nim stanowisko dowódcy eskadry „A". Od listopada tego roku pełnił taką samą funkcję w eskadrze „B". Natomiast od 1 lipca 1941 r. dowodził całym 306 „Poznańskim”. 14 sierpnia 1941 r. poprowadził kolegów z dywizjonu nad Francję. Lecieli tworząc osłonę bombowców. W drodze powrotnej doszło do spotkania z myśliwcami przeciwnika. „Toruniacy" mieli dobre oko i pewną rękę. Posłali do ziemi dwa Me – 109. Swój sukces okupili stratą trzech pilotów. Między nimi był Jerzy Zaremba. Został pochowany na cmentarzu w Dunkierce. Konrad RYDOŁOWSKI Edward Hajdukiewicz Edward Hajdukiewicz – urodził się 14 czerwca 1913 r. w Białymstoku. Szkołę powszechną ukończył w styczniu 1935 r. Tego samego roku rozpoczął służbę wojskową. Został przydzielony do pułku piechoty. W 1936 r. zgłosił się jako kandydat do służby w lotnictwie. Zaczął ją od Ustianowej, od kursu szybowcowego. W wyniku swojej decyzji i po kursie otrzymał przydział do 4 Pułku Lotniczego w Toruniu. W grodzie Kopernika był uczestnikiem dwóch innych kursów. W połowie sierpnia 1937 r. został skierowany do Grudziądza. Tu przeszedł szkolenie w pilotażu myśliwskim. Nie udało mu się go ukończyć. 1 września 1937 r. zameldował się raz jeszcze w Toruniu. Rozpoczął loty jako pilot w eskadrze liniowej. Razem z nią wyruszył na front II wojny światowej. Z chwilą mobilizacji jego eskadra została włączona do lotnictwa Armii „Pomorze”. W czasie działań odbył trzy loty bojowe: 1 września rozpoznawał niemieckie oddziały pancerne w rejonie Sępólna. 5 września bombardował niemieckie zgrupowanie. 6 września natomiast rozpoznawał rejon Grudziądza i bombardował nieprzyjacielską kolumnę samochodową. Herb 300 Dywizjonu Bombowego Ziemi Mazowieckiej Wreszcie 11 września został oddany do dyspozycji eskadry bombowej. Z nią odbył dwa loty bojowe. Po zbombardowaniu samolotów eskadry przez Luftwaffe, wycofywał się w stronę granicy polsko-rumuńskiej. Przekroczył granicę z rzutem kołowym w Kutach, 18 września. Z Rumunii, przez Morze Czarne i Śródziemne, ewakuował się do Bejrutu, a następnie do Francji. Początkowo został skierowany do jednego z ośrodków zbornych polskich lotników. Z tego trafił do Centrum Wyszkolenia Lotnictwa w Lyon-Bron. Tam zgłosił się do wyjazdu na szkolenie do Anglii. 9 stycznia 1940 r. przebywał na stacji Eastchurch. Uczył się angielskiego i zapoznawał się z procedurami obowiązującymi w lotnictwie brytyjskiego sojusznika. 31 maja 1940 r. został przeniesiony do Blackpool. Z tej polskiej bazy został skierowany do Carlisle, aby przejść z niej następnie do Hucknall. 23 września 1940 r. otrzymał bojowy przydział do 300 Dywizjonu Bombowego „Ziemi Mazowieckiej”. Latał przeciwko niemieckiej flocie inwazyjnej. Po przezbrojeniu dywizjonu w listopadzie 1940 r. bombardował cele położone na terenie Niemiec. Początkowo latał jako drugi, a następnie pierwszy pilot. Nie miał stałej załogi. Nocą z 23 na 24 marca 1941 r. był dowódcą jednej z czterech pierwszych polskich załóg, które zrzuciły bomby na stolicę Niemiec. Personel latający 300 dywizjonu przy Wellingtonie IV BH-S Ingham, lato 1942 r. Podczas swojego drugiego nalotu na Berlin nocą z 17 na 18 kwietnia, jego samolot został uszkodzony przez artylerię przeciwlotniczą. Po ukończeniu 15 lotów bojowych przeszedł szkolenie w lotach podejścia do lądowania bez widoczności ziemi. Po ukończeniu tego szkolenia trafił do 18 OTU. W Bramcote był instruktorem załóg latających na Wellingtonach. W czasie wykonywania tej pracy dwukrotnie latał bojowo. 11 września 1942 r. otrzymał posting do 305 Dywizjonu Bombowego „Ziemi Wielkopolskiej”. Z tego przeszedł do 301 Dywizjonu Bombowego „Ziemi Pomorskiej". Nie brał udziału w lotach bojowych. Z dniem 2 października 1942 r. został przeniesiony do Szkoły Podchorążych Piechoty i Kawalerii Zmotoryzowanej w Szkocji. Do Dywizjonu „Ziemi Mazowieckiej” wrócił 21 stycznia 1943 r. Teraz latał już jako pierwszy pilot. Podobnie jak wcześniej, nie miał swojej stałej załogi. Drugą turę lotów ukończył w czasie siedmiu miesięcy. Latał teraz na minowanie wód. Wykonał 19 lotów bojowych. 301 Dywizjon Bombowy Ziemi Pomorskiej "Obrońców Warszawy" 24 sierpnia 1943 r. został przeniesiony do znanej bazy w Blackpool. Po czteromiesięcznym odpoczynku, mając za sobą doświadczenie w lotach na samolotach dwusilnikowych, otrzymał posting do 45. Grupy Transportowej stacjonującej w… Kanadzie. Drogą mostu powietrznego dostarczał z Ameryki Północnej do Europy, bądź Afryki wyprodukowane za oceanem samoloty. W 45. Grupie Transportowej pozostał aż do końca 1946 r. Po wojnie zdecydował się osiedlić w Kanadzie. Zamieszkał w Montrealu. Edward Hajdukiewicz zmarł 28 października 1998 r. Spoczął na cmentarzu weteranów Field of Honour w Pointe Claire w Kanadzie. Oprac. Konrad Rydołowski Fot. Kazimierz Sztramko przyszedł na świat 3 listopada 1915 r. Po ukończeniu nauki w siedmio klasowej powszechnej dalszą naukę kontynuował w Szkole Podoficerów Piechoty dla Małoletnich. Tę ukończył po trzech latach. 14 września 1933 r. otrzymał przydział do 8 Pułku Piechoty. 1 października 1933 r. rozpoczął naukę w Szkole Podoficerów CKM przy 8 Pułku Piechoty. Po jej ukończeniu 19 marca 1934 r. awansował na stopień kaprala. Na cztery lata przed wybuchem II wojny światowej ukończył edukację w pięcioletnim gimnazjum wieczorowym. Latem 1936 r. przeszedł pomyślnie kurs szybowcowy i w połowie września rozpoczął kurs podstawowego pilotażu w 1 Pułku Lotniczym. Po jego ukończeniu w lipcu 1937 r. został przyjęty na kurs wyższego pilotażu w Grudziądzu. Kurs ukończył z wynikiem bardzo dobrym 1 listopada 1937 r. został przydzielony do jednej z eskadr myśliwskich wspomnianego pułku. Od połowy czerwca do połowy grudnia 1938 r. latał w Eskadrze Korpusu Pogranicza w Sarnach nad wschodnią granicą Polski. 1 kwietnia 1939 r. awansował na stopień plutonowego. W pamiętnym wrześniu 1939 r. bronił nieba nad Warszawą w Brygadzie Pościgowej. 8 dnia wojny w rejonie Puław stoczył walkę z dwoma He – 11. 20 września przekroczył granicę Polski z Rumunią. Internowany po trzech tygodniach oczekiwania otrzymał paszport i drogą morską przez Morze Czarne dotarł do Bejrutu. Tam się zaokrętował i popłynął do Francji. Z pokładu zszedł w Marsylii. We Francji otrzymał przydział do grupy lotników latających pod dowództwem majora Wyrwickiego. 4 czerwca 1940 r. z kolegami został przydzielony do jednostki GC II/10. Kazik znalazł się w składzie 1. Escadrille. 7 czerwca gdy wracał z francuskimi lotnikami na własne lotnisko stoczył walkę z Me – 109. Strzelał celnie. Zestrzelił jedną wrogą maszynę. Sam jednak był zmuszony do przymusowego lądowania z powodu braku paliwa. Lądując w przygodnym terenie uszkodził swój samolot. To spowodowało przerwę w lotach bojowych. 21 czerwca razem z innymi Polakami opuścił jednostkę udając się do Afryki. Nocą z 22/23 czerwca na pokładzie samolotu transportowego dotarł do Algieru. W dalszą podróż udał się już na lądzie aby przez Gibraltar ruszyć do Wielkiej Brytanii. Na Wyspie Ostatniej Nadziei znalazł się w znanej polskim lotnikom bazie mającej siedzibą w Blackpool. Odbył kurs pilotażu w 55 OTU. 16 kwietnia 1941 r. zameldował się w polskim dywizjonie myśliwskim. Był nim 317 Dywizjon Myśliwski „Wileński”. 1 marca 1942 r. został awansowany na stopień starszego sierżanta. 7 marca 1942 r. w czasie porannego lotu patrolowego nad własnym lotniskiem został zaatakowany przez dwa wrogie Me – 109. Wywiązała się walka. Jej efektem było przymusowe lądowanie Polaka. 18 sierpnia 1942 r. lecąc na osłonę desantu pod Dieppe z pilotami z innego polskiego dywizjonu ( 303 Dywizjon Myśliwski im. Tadeusza Kościuszki ) pozbawił III Rzeszę jednego He - 111. Gdy był tworzony Polski Zespół Myśliwski w Afryce zgłosił się do niego jako ochotnik. Po przejściu niezbędnych badań lekarskich znalazł się w pierwszym składzie zespołu. Na miejscu przydzielony do 145 Dywizjonu Myśliwskiego odniósł kilka zwycięstw powietrznych. Po powrocie do Wielkiej Brytanii został skierowany jako instruktor do 58 OTU. Z tego na czas jakiś był przeniesiony do AFDU. Do bojowego latania wrócił 20 listopada 1943 r. Latał wtedy w 308 Dywizjonie Myśliwskim „Krakowskim". Na odpoczynek odszedł 6 kwietnia 1944 r. do bazy w Blackpool. 3 maja 1944 r. był awansowany na stopień chorążego. 15 czerwca 1944 r. znalazł się w składzie 316 Dywizjonu Myśliwskiego „Warszawskiego" aby 29 czerwca być przeniesionym do 315 Dywizjonu Myśliwskiego „Dęblińskiego". 16 września 1944 r. odszedł do polskiej bazy lotniczej w Blackpool. 6 grudnia 1944 r. przeszedł do dowództwa 133 Skrzydła Myśliwskiego. 18 stycznia 1945 r. trafił do poznanego wcześniej 315 „Dęblińskiego”. Razem z nim pozostał do końca wojny w Europie. 23 maja 1946 r. po awansie na stopień oficerski został adiutantem dywizjonu. Był nim do chwili jego rozwiązania. Do nowej wyzwolonej Polski nie wrócił. Pozostał na emigracji. Zdemobilizowany wyjechał do Kanady. Zmarł 21 grudnia 1995 r. w Hamilton. Konrad RYDOŁOWSKI Hans Joachim Marseille Hans-Joachim Marseille - urodził się w Berlinie 13 grudnia 1919 r. As hitlerowskiego lotnictwa o francuskim nazwisku. Znany pod przydomkiem "Gwiazda Afryki" i "Pustynny Orzeł". Gdy wybuchła II wojna światowa został powołany do odbycia służby wojskowej. Nie chroniło go w żaden sposób nazwisko. Nazwisko, które zawdzięczał, jak podają wybrani historycy, francuskiemu ojcu. Matka wcześniej się rozwiodła, aby powtórnie wyjść za mąż. Jej drugim mężem był Niemiec. Hans trafił do Luftwaffe, swój mundur założył 7 listopada 1939 r. W szkole nie należał do zdyscyplinowanych uczniów. Być może wynikało to z braku ojcowskiej ręki w wychowaniu. Takie zachowanie było powodem konfliktów z przełożonymi. Nie przejmował się tym. Wielokrotnie latał na granicy bezpieczeństwa. Po ukończeniu podstawowego szkolenia otrzymał przydział do jednostki treningowej. Nie zmienił w niej swoich przyzwyczajeń. Stało się to powodem wpisania mu nagany do akt i dwukrotnego zaliczenia „paki”. Nie został odsunięty od latania. Przełożeni wiedzieli, że ten zawadiaka będzie niezwykle skuteczny w powietrzu. Nie pomylili się. Gdy nadszedł czas Bitwy o Wielką Brytanię, wśród atakujących lotników spod znaku czarnych krzyży znalazł się Hans Marseille. Hans Marseille przy zestrzelonym przez siebie Hurricanie Pierwszego zestrzelenia dokonał 24 sierpnia 1940 r. Miał dobrą passę. Sześć dalszych do swojego konta dopisał miesiąc później. Bitwę o Wielką Brytanię zakończył siedmioma zestrzeleniami. Ale przy tej okazji naraził hitlerowskie lotnictwo na straty. Siły III Rzeszy uszczuplił o trzy Messerschmitty, których był pilotem. Tak samo jak na ziemi, tak i w powietrzu pozwalał sobie na dużą nonszalancję wobec kolegów i przełożonych. Dlatego mimo odniesionych zwycięstw, został przeniesiony do innej jednostki. W kwietniu 1941 r. latał już w pierwszym dywizjonie 27 pułku myśliwskiego. Stacjonował on w Afryce. Zdawać by się mogło, że pod słońcem Libii jego temperament wyhamuje. Jego nowy dowódca słynął z żelaznej reki w przestrzeganiu dyscypliny. Nic bardziej mylnego - pozostawał dalej indywidualistą. Opinia jaką ze sobą przywiózł i postawa, jaką prezentował nie zjednywała mu zwolenników. Co więcej - gdy po przymusowym lądowaniu „pożyczył” samochód sztabowy od generała aby wrócić na lotnisko, mocno podpadł przełożonym. 23 kwietnia 1941 r. w czasie lotu nad Tobrukiem lecąc z trzema kolegami (cztery Messerschmitty) nie zawahał się zaatakować ośmiu Hurricane`ów. Strzelał celnie. Zwycięskie konto powiększyło się o jednego przeciwnika. To właśnie on nad gorącym Czarnym Lądem był najlepszym myśliwcem III Rzeszy. Messerschmitt Bf 109F-4/trop 12 lutego 1942 r. miał już zestrzelone 44 samoloty przeciwnika. 50 osiągnął po blisko tygodniu spędzonym w powietrzu. 22 lutego 1942 r. za swoje zasługi został udekorowany Krzyżem Rycerskim. Zdawał się nie mieć sobie równych. 5 czerwca 1942 r. na swoim rozkładzie miał 75 zestrzeleń. Za taką bojową postawę otrzymał Liście Dębowe i… w dniu 8 czerwca 1942 r. powierzono mu dowodzenie eskadrą. Dowodzenie eskadrą w ogóle nie zmieniło jego zachowania. Co więcej, stało się powodem o wiele większej zadziorności na ziemi i na niebie. Wkrótce w czasie lotu bojowego 17 czerwca zestrzelił cztery Hurricany. Nie poprzestał na tym. Przed jego celownik trafiały następne maszyny. Nie pudłował. W bardzo szybkim tempie przekroczył 100. Po urlopie zregenerował swoje siły. Wrócił znów do Afryki. Zdawał wierzyć w swoją gwiazdę. Wierzył, że kule się go nie imają. Potwierdzały to jego wyczyny. Zdawał się nie wierzyć, że można mieć w życiu pecha. 30 sierpnia 1942 r. poleciał w eskorcie. Messerschmitt za jego sterami uległ awarii. Rad nie rad, musiał skorzystać ze spadochronu. Skacząc uderzył w statecznik. Nie przeżył tego. Zwykle po lądowaniu, a wcześniej przez radio zgłaszał tylko pewne zestrzelenia. Historycy w oparciu o dokumenty po wojnie przyznali mu 120 bezwzględnych zestrzeleń. Oprac. Konrad Rydołowski Fot. Bong Richard Owsiany Leszek Malan Adolph Bishop William Trafford Leigh – Mallory Antoni Głowacki Chudek Aleksander Raport (Tu-154) Witorzeńć Stefan Falkowski Jan Aktualności lotnicze Ericsson, Qualcomm i Thales zabiorą 5G w kosmos PLL LOT i Thales przedłużają umowę na obsługę systemu IFE Spółka CPK podpisuje umowę ramową z wykonawcami prac budowlanych Zwycięstwo Polaków w Szybowcowych Mistrzostwach Europy FAI. Zwycięstwo Polaków w Szybowcowych Mistrzostwach Europy FAI. Zwycięstwo Polaków w Szybowcowych Mistrzostwach Europy FAI. Jeżeli planujecie daleką podróż na wakacje z małym dzieckiem i przeraża was perspektywa kilkugodzinnego lotu, to muszę przyznać, że macie rację. To powinno wzbudzać trwogę. Nie ma bowiem w życiu wielu sytuacji, które bardziej zasługiwałyby na miano przerażającej, niż lot, podczas którego zamiast sączyć sobie leniwie winko i kontemplować piękno cumulusów, trzeba pilnować małe dziecko w samolocie. A to mu się uszy zatkają, a to nie ma go czym zająć, a to trzeba uspokoić, żeby nie płakało… brrr!Ja, pan Koszmarny, już to przeżyłem. Nie raz i nie dwa, bo pewnie nawet ze trzy razy. I dzięki temu zebrałem duży bagaż doświadczeń, którym to bagażem postanowiłem się dziś z wami co, gotowi na podróż swojego życia? No to lecimy!Jeżeli wszedłeś tu tylko po to, aby dowiedzieć się co zrobić, gdy dziecko płacze, bo je bolą uszy, to od razu udaj się do tego punktu. Na twoim miejscu przeczytałbym jednak całość od początku do końca, bo podróż samolotem jest nieprzewidywalna i nigdy nie wiadomo, co cię może zaskoczyć 😉Korzyści jakie daje dziecko, czyli zadbaj o ekspozycjęNa początku warto sobie uświadomić, że bycie rodzicem nie jest niczym wstydliwym. Co więcej, powinien to być powód do dumy! Chwalcie się więc swoim potomstwem, wystawiajcie je na widok publiczny, trzymajcie na rękach tak, aby wszyscy widzieli. To się bowiem przydaje w wielu przykład podczas oczekiwania na kontrolę bezpieczeństwa, kiedy przed wami plącze się niezmierzonej długości kolejka, może się zdarzyć, że ktoś z obsługi lotniska zauważy waszego dziecioka. I stwierdzi, że nie no, państwo Koszmarni, przecież nie będziecie tak stali, proszę tędy, tu, skrótem. Albo może być też tak, że przy wsiadaniu do samolotu jakiś steward spojrzy na wasze małe dziecko. I powie, że co tam się będziecie przez tłuszczę przeciskać, siądźcie sobie państwo tu, w tym miejscu, w tej klasie być gotowym na taką okoliczność i nie zastanawiać się zbyt długo, lecz od razu to miejsce w klasie biznes zajmować. Przy zajmowaniu ważne jest, aby minę mieć lekko znudzoną, mocno pewną siebie i w ogóle świadczącą o tym, że klasa biznes to dla was środowisko absolutnie naturalne, a bilety economy, które dzierżycie w swych dłoniach, są jedynie wynikiem niedopatrzenia sekretarki. Która zresztą, z tego właśnie powodu, została przed chwilą masz sekretarki? To musisz samodzielnie pamiętać o wielu rzeczach! Na przykład o tym, aby zorganizować sobie jakieś ubezpieczenie turystyczne (tu możesz sprawdzić ceny).Jeszcze więcej korzyści, czyli ogarnij miejsce w samolocieCzasem może się jednak zdarzyć i tak, że nie dostaniecie za friko klasy biznes. Ba, być może nie będziecie mieli nawet wykupionych miejsc obok siebie. Na przykład: hipotetyczny pan ojciec ma fotel numer Z98, hipotetyczna pani matka numer J23, a przeraźliwie realne dziecko jest na tyle małe, że musi siedzieć na kolanach jednego z rodziców. W takiej sytuacji, ciężar poradzenia sobie z problemem powinien spocząć na tej osobie, kto wygląda mniej zachęcająco (u nas jestem to zwykle ja, pan Koszmarny). Otóż osoba, która wygląda mniej zachęcająco powinna wziąć na swoje ręce dziecioka i ze zbolałą miną podejść do jednego z wykupionych z okna samolotu na (być może) mazowiecką najważniejsze: dziecko powinno być wtedy płaczące. Jeżeli jesteście rodzicami, to na pewno dobrze wiecie, jak doprowadzić swoją pociechę do płaczu i nie ma sensu żebym was w tej materii pouczał. Jeżeli natomiast rodzicami nie jesteście, lecz na przykład porwaliście cudzego dziecioka i chcecie go wywieść za granicę, to podrzucę tylko kilka inspiracji. Można więc dziecko lekko podszczypać, można dziecku dać cukierka jedynie po to, aby mu go od razu odebrać, można dosadnie powiedzieć, że św. Mikołaja nie było, nie ma i nigdy nie będzie… no sposobów jest wiele, pozwólcie, że ograniczę się do wspomnianych do meritum: wyglądacie mało zachęcająco, a na rękach trzymacie wrzeszczące wniebogłosy dziecko. Tak przygotowani podchodzicie do swojego rzędu i mówicie osobom siedzącym obok waszego miejsca, że oto macie zamiar tu, na tym fotelu pod oknem, z tym potworem na kolanach spędzić radośnie kolejne czternaście godzin. Bazując na wieloletnim doświadczeniu mogę zapewnić, że ludzie zaczną błagać, by zamienić się miejscami z waszą panią możecie wzruszyć ramionami i powiedzieć, że spoko. Jak dorzucą chipsy z podniebnego bufetu, to się nawet na uszy, czyli włącz ssaniePodczas lotu samolotem są dwa newralgiczne momenty, w trakcie których nie tylko możesz zginąć, ale też twoje dziecko da ci nieźle popalić. Jest to oczywiście start i – przede wszystkim – lądowanie. Otóż nie wiem czy byłeś tego dnia na lekcji fizyki, ale podczas obniżania lub podwyższania paraboli lotu dzieje się taka przedziwna magia, że następuje różnica ciśnień i normalnie, jak wiadomo, może zatkać cóż, to co dla ciebie jest zwykłą niedogodnością (oj tam, zatkane ucho – nawet dobrze, bo słabiej słychać panią Żon), dla malucha stanowi źródło niewysłowionej traumy. Dziecko odczuwa bowiem zmiany ciśnienia znacznie intensywniej niż dorosły. I możesz mi wierzyć, że zakomunikuje ci intensywność własnego odczuwania z całą mocą swoich strun głosowych. W sensie będzie płakać, wrzeszczeć i co tam jeszcze zrobić, by dziecka nie bolały uszy?Żeby uniknąć problemów związanych ze zmianą ciśnienia w trakcie startu i lądowania, należy włączyć ssanie. Jak bowiem głosi stare lotnicze przysłowie: jeżeli dziecko będzie ssać, to uszy się nie będą przypadku, gdy mamy dziecko półroczne czy tam nawet roczne, które jeszcze pije mleko z piersi lub butelki, najlepiej mu ową pierś lub butelkę w newralgicznym momencie ofiarować. Jeżeli natomiast chodzi o dzieci starsze, w przypadku których ssanie matczynej piersi mogłoby wzbudzać niezdrowe zainteresowanie otoczenia, najlepszym sposobem jest podanie mu zwykłego należy zakupić przed podróżą w ilości przynajmniej trzech na jedno dziecko (jeden – start, drugi – lądowanie, trzeci – żelazna rezerwa). Jeżeli dziecko zjadło pierwszego lizaka w momencie startu, to w trakcie lotu warto poinformować go, że dostanie drugiego podczas lądowania. Oczywiście o ile będzie grzeczne! Ten prosty blef pozwoli nam przynajmniej na chwilę zaszachować szkraba, a jak wiecie, na pokładzie samolotu każda sekunda spokoju jest na wagę ci się ten tekst? Jeśli tak, to pamiętaj, że pan Koszmarny nie jest wielbłądem, więc pić musi. I byłoby bardzo miło, gdybyś postawił mu kawę 😉Czym zająć dziecko w samolocie?Oprócz lizaków warto zabrać ze sobą kilka małych i, co najważniejsze, nowych zabawek. Nowych oczywiście dla dziecka, nie muszą być zaraz prosto ze sklepu – możecie na spokojnie wygrzebać je z najbliższego kontenera na tworzywa sztuczne. Grunt, żeby dziecko ich nie znało i w razie potrzeby miało się czym chodzi o sposób podania zabawek, to ważne są właściwie tylko dwie rzeczy. Po pierwsze: zabawki podajemy po jednej sztuce, a nie wszystkie naraz. A po drugie: pierwszą (i każdą kolejną) zabawkę podajemy tak późno, jak to tylko możliwe! Jeżeli dziecko tylko siedzi znudzone albo dłubie po cichu w nosie – to nie jest właściwy moment. Dopiero jak drze się wniebogłosy, jak skacze po siedzeniu, jak zrywa tupecik Marokańczykowi z siedzenia przed sobą – to jest ten rozsądnym dawkowaniu zabawek może nawet się zdarzyć, że nie zdążycie ich wszystkich wyciągnąć. W takiej sytuacji zalecam spokój: kompletnie nie musicie się tym martwić, nie róbcie nic na siłę. Pamiętajcie o tym, że znajdujecie się tysiące kilometrów od domu i czeka was jeszcze lot dziecioka o narysowanie samolotu, żeby ubarwić dzisiejszy wpis. Niestety zamiast samolotu, wyszedł smok. Boję się, jak mógłby to zinterpretować psycholog 😉Rozrywek ciąg dalszy, czyli gospodarka odchodamiBrzmi może groźnie, ale nie ma się czego bać. Gospodarka odchodami to bowiem nic innego jak sankcjonowanie dziecku wypadów do ubikacji. Otóż generalna zasada jest taka: o istnieniu kibla dziecko w samolocie powinno dowiedzieć się tak późno, jak tylko się da. Bo jak już się dowie, to… no cóż, to możesz być pewien, że wyprawy do WC staną się jego główną dzieci wprost uwielbiały takie spacery i nieustannie, bez żadnego związku z bieżącymi potrzebami fizjologicznymi, twierdziły że muszą siku. Do tego zawsze, ale to zawsze, pragnęły chodzić akurat do tej ubikacji, która znajdowała się najdalej. Bo najlepsze jest przecież o samo przejście! Szły więc niczym gwiazdy wielkiego ekranu po czerwonym dywanie, co i rusz przybijając piątki z kolejnymi pasażerami, wymieniając uśmiechy i rozsyłając wokół siebie aurę zajebistości. Jeżeli więc nie chcecie, aby wasza podróż zamieniła się w niekończące się tournée dziecka po samolocie, to po prostu nie mówcie mu o istnieniu toalety. Proste, prawda?Informacje praktyczneNo prawda 🙂 Teraz już chyba wiecie, jak sprawić, żeby wasz lot samolotem z dzieckiem był udany. Mam nadzieję, że moje porady się wam przydadzą i z góry cieszę się, że mogłem pomóc. A że niesienie dobra uzależnia, to na koniec dorzucę jeszcze mały dodatek, czyli informacje praktyczne w pigułce:Dziecko do 2 roku życia nie potrzebuje pełnego biletu do samolotu, o ile siedzi na kolanach osoby że małe brzdące nie potrzebują pełnego biletu, nie oznacza, że nie trzeba za nie płacić. Niestety trzeba, ale zwykle będzie to opłata sporo niższa, niż za normalny jednak podróżujesz tanimi liniami lub twój bilet był mocno przeceniony, to czasem może się zdarzyć, że opłata za niemowlaka będzie wyższa! Nie jest to może zbyt częsta sytuacja, ale zawsze warto sprawdzić, czy bardziej opłacalne nie będzie wykupienie oddzielnego miejsca dla małego z niemowlakiem w 99% przypadków możesz nieodpłatnie zabrać na pokład nieco większy bagaż podręczny. Zwykle będzie to dodatkowa torba o wadze około 5 kg. Oprócz tego zazwyczaj możesz bez dodatkowych opłat przewieść składany wózek linie lotnicze (np. Ryanair) pozwalają bezpłatnie zabrać jeszcze jeden duży przedmiot z rodzaju akcesoriów dziecięcych. Może to być na przykład fotelik samochodowy (polecam zabrać go ze sobą, jeżeli zamierzacie wypożyczyć samochód na wakacjach, bo zwykle trzeba za niego słono dopłacić) albo łóżeczko sugeruj się zbyt mocno dwoma poprzednimi punktami, bo wszystko co dotyczy bagażu podręcznego, zależy tak naprawdę od wewnętrznych postanowień linii lotniczych, którymi będziesz się przemieszczał. Zawsze przed podróżą sprawdź jaka jest aktualna polityka bagażowa i się do niej masz małe (np. półroczne albo góra roczne) dziecko, to będziesz mógł zabrać na pokład butelkę z mlekiem o większej objętości niż standardowe 100 ml. Proponuję zadbać, by mleko pierwszej świeżości, gdyż istnieje duża szansa, że będziesz musiał go trochę wypić podczas kontroli skoro już wspomniałem o bezpieczeństwie, to dopowiem że jest ono najważniejsze. Dlatego też przed wylotem polecam sprawdzić ceny ubezpieczeń turystycznych 😉Pozdrawiam i do następnego!PS. Wszystkich drętwiaków uspokajam, że z wywoływaniem płaczu u dziecka, to był jedynie żart. Pan Koszmarny nigdy nie musiał uciekać się do tak haniebnych metod. Jego dzieci zawsze same płakały podczas wejścia na pokład Jeżeli masz jakieś pytania, to zadaj je w komentarzu. A jeżeli żadnych nie masz, to możesz podzielić się tym tekstem ze znajomymi lub na przykład postawić mi kawę (choć wolałbym piwo). Możesz też nic nie robić, ale – jak to mawiała moja babcia – w ten sposób za daleko nie zajdziesz pankoszmarnypankoszmarny - człowiek widmo, człowiek orkiestra. podróżnik, mąż, ojciec, póki co jeszcze nie dziad. podróże traktuje jako zło konieczne, co nie przeszkadza mu być niezastąpionym drogowskazem dla zagubionych duszyczek. blog podróżniczy to jego konik, pasja oraz szaleństwo w jednym. Temat: Długi lot samolotem i dziecko? Moi Drodzy, wybieramy się latem na pierwszą lotniczą wyprawę z synem (będzie miał rok i 8 miesięcy). Macie może jakieś rady i sposoby jak przetrwać 9 godzinny lot z takim szkrabem? ;) Jak pomóc mu przetrwać jet lag i zmianę czasu? Temat: Długi lot samolotem i dziecko? Alicja N.: Moi Drodzy, wybieramy się latem na pierwszą lotniczą wyprawę z synem (będzie miał rok i 8 miesięcy). Macie może jakieś rady i sposoby jak przetrwać 9 godzinny lot z takim szkrabem? ;) Jak pomóc mu przetrwać jet lag i zmianę czasu? Witam, Gratulacje - pochwalcie się gdzie lecicie i później opiszcie swoje doświadczenia po powrocie. Lotu w ogóle się bym nie bał - naprawdę. Wszyscy się tego jakoś boją a to nie takie straszne. Oprócz zwykłych lotów mamy za sobą 9 godzinny lot z córką 18 miesięczną i 12 godzinny lot z córką gdy miała już kilka lat. Im dziecko mniejsze tym lepiej ponieważ większość z nich po prostu długo śpi. Z dziećmi 3-4 letnimi jest już weselej - spacerowanie, wiercenie się, skakanie etc. Dużo śmiechu na pokładzie gdy tak rozrabiają. Ludzie fajnie reagowali. Każda jednak wersja jest ok i nie ma naprawdę co się stresować - a już szczególnie gdy dziecko będzie płakać co oczywiście jest naturalne. Poza tym weźcie dla synka jakąś zabawkę - niespodziankę (coś nowego). To zajmie go na jakiś czas. Do tego jakieś kredki, kolorowanki ... Powodzenia ! :-) Pozdrawiam, Dawid Agata S. Customer Experience Management Expert (CEM, CX) Temat: Długi lot samolotem i dziecko? Nasz syn mając rok i 11 miesięcy przetrwał bezproblemowo długi lot ( WAW-AMS, tam 6h przesiadki, i potem chyba ze 12 h do Mexico City), więc podobnie jak Dawid - raczej optymistyczne mam wizje. Wojtek bardzo lubi kreskówki, a w domu ma ograniczenia, wiec w samolocie był przeszczęśliwy, że ograniczenia zostały zdjęte i korzystał - zarówno z dostępnych w samolocie (każde siedzenie mialo swój ekranik i sterownik), jak i z tych na telefonach rodziców (polecam zapasową baterię :). Życie nam płynęło w takich cyklach - trochę czytania, trochę oglądania, łażenie (w samolocie były schody, co w tym wieku było świetną atrakcją), trochę spania, jedzenie, klejenie naklejek, oglądanie, czytanie, spanie, jedzenie, rysowanie. Bez spinki, że ma spać, czy nie spać i kiedy ma spać (przespał się na przesiadce w AMS, ale ponieważ lot był po ciemku, więc też dość łatwo łapał drzemki). Podczas startu i lądowania picie z butelki lub żelki (żelki lepiej na lądowanie, żeby potem nie było sensacji jak się przeje na starcie), żeby się uszy nie zatykały. Ale wiadomo, wszystko zależy od dziecka. Jeśli dziecko nie potrafi do Krakowa dojechać w foteliku nie dostając szału, to nie wkładałabym go w samolot do Tajlandii... Bo a nóż będą turbulencje, trzeba będzie być cały czas przypiętym i negocjacje mogą być trudne... Dla nas najtrudniejsze było znalezienie wygodnej pozycji. Sprawdź, jak jest w liniach którymi lecisz - czy z automatu dostajesz miejsce w "family row" niezależnie co zamówisz (tak było w KLM), czy miejsca są normalne, a za wybór musisz zaplacić (np. teraz ma tak Finnair). Nawet jeśli dziecko ma swoje siedzenie, to jest mu dość trudno znaleźć miejsce wygodne, bo wyżłobienie fotela nie jest przystosowane. "na rodzicach" - jemu wygodnie, ale w końcu my też potrzebujemy znaleźć pozycję wygodną do spania... Miejsce które mieliśmy jako obowiązkowe w family row nie miało podnoszonych podłokietników, więc młody nie mógł spać w poprzek na nas... Jakimś rozwiązaniem jest wziąć coś do rozłożenia na podłodze i położenie dziecka tam (chusta, własne kurtki/polary?) Minus 'family row' - nie masz siedzeń przed sobą, więc Ty rodzic nie możesz wyciagnąć nóg wkładając ich pod siedzenie pod spodem. Plus - nie ma "nóżek" od siedzenia przed Tobą, więc właśnie opcja położenia dziecka na podłodze daje się jakoś wykombinować. konto usunięte Temat: Długi lot samolotem i dziecko? Mamy za sobą podróż do Windhoek (Namibia) gdy synek miał 7 miesięcy i do Melbourne gdy miał 1,8 roku. Lot do Namibii w całości przespał. Do Melbourne lecieliśmy 2x10h i jeden lot przespał, na drugi mieliśmy książeczki i iPoda z bajkami, a linie lotnicze dały mu paczuszkę z kolorowanką, kredkami i małym znikopisem. W miarę możliwości wybierzcie nocny lot, wtedy jest łatwiej. A zmiana czasu... W Melbourne przestawił się zdecydowanie szybciej niż my :D Temat: Długi lot samolotem i dziecko? Dzięki wielkie, naprawdę podnieśliście mnie na duchu :) Mój strach ma chyba wielkie oczy ;)